Zróbmy burzę mózgów i jedźmy z tym projektem. Godzina wystarczy, abyśmy wpadli na nowe, niesamowite pomysły… Otóż nie.
Kiedy zaczynałem swoją karierę, burze mózgów były dla mnie zjawiskiem bardzo interesującym. Wyobrażenia o tworzeniu nowych idei, pasjonujących rozmowach, projektowaniu „rzeczywistości” – niestety – nie okazały się prawdziwe. Dlaczego?
Wydaje mi się, że aby wypracować naprawdę dobry pomysł, należy poświęcić mu pewną ilość czasu i z pewnością nie jest to 30 lub 60 minut. Mam opinię osoby kreatywnej, ale każdy z pomysłów, za którym dostałem pochwały, przez jakiś moment się rozwijał. Owszem, czasami natchnie mnie coś pod prysznicem albo w środku nocy (wtedy obowiązkowo zapisuję szybko jakąś myśl), ale wciąż z danym projektem muszę po prostu przejść przez pewien proces.
Znalezienie najlepszego pomysłu często nie jest wynikiem burzy mózgów, a po prostu efektem pracy i myślenia nad danym pomysłem (formowaniem go).
Typowe burze mózgów zazwyczaj dają jakiś efekt, ale czy jest to efekt zadowalający? Praca w grupie ma również swoje psychologiczne podłoże.
Istnieją osoby, które nie chcą zabierać głosu, zwłaszcza kiedy znajdują się w jednym pomieszczeniu z przełożonym lub szefem firmy. Obawiają się, że ich pomysł może okazać się zły, a szef pomyśli o nich, że są głupie lub – o zgrozo – nie nadają się do tej roboty. A przecież w każdym, nawet najbardziej „kulawym” projekcie, jest jakiś sens.
Często zdarza się, że sesje brainstormowe dominują ekstrawertycy, którzy po prostu wystrzeliwują cały magazynek pomysłów i nie dają dojść do głosu osobom bardziej wyciszonym.
A co, jeśli po burzy mózgów nie powstanie żaden konkretny pomysł? Przeważnie sesja uznawana jest wtedy za zmarnowaną. Otóż nie! Po „burzy” jesteśmy często naładowani różnego rodzaju koncepcjami. To potencjalne ścieżki, które możemy rozwinąć. Stanowią one podstawę do dalszej pracy, która może w końcu przynieść oczekiwany rezultat.
W 1926 roku Gragam Wallas podzielił proces twórczy na cztery części (źródło: brainpickings.org):
- Faza przygotowania (stawianie pogłębionych pytań i formułowanie pomysłów)
- Faza inkubacji (jest to moment, w którym pomysł „dojrzewa”, jest zostawiony „sam sobie” w podświadomości)
- Faza iluminacji („wiemy”, że jesteśmy już blisko wymyślenia rozwiązania)
- Faza weryfikacji (dopracowanie pomysłu i dopasowanie go do posiadanych możliwości, np. budżet, dobranie zespołu, itd.)
Wniosek: proces twórczy wymaga czasu. Kreatywności nie możemy wrzucić w ramy czasowe. Nie możemy zapisać w kalendarzu „od 12 do 14 będę kreatywny”, bowiem nie da się stworzyć świetnego pomysłu w 5 minut, o czym często się zapomina i o czym nierzadko zapominają agencje, uzgadniając z potencjalnym klientem nierealne deadline’y. Czasami faza inkubacji może trwać nawet kilkanaście dni nim powstanie konkretny pomysł. Istnieje też bardzo duże prawdopodobieństwo, że będzie on znacznie lepszy niż ten, wymyślony w ciągu jednej godziny.
Burze mózgów powinny zaczynać się od fazy przygotowania, która ma na celu rozpalenie żaru pod przyszłe idee. Następna „sesja” brainstormowa powinna odbyć się po okresie, w którym uczestnicy będą mogli przyjść już z zalążkami jakiejś koncepcji, którą będzie można rozwinąć. Znacznie lepiej jest pracować nad projektem, jeśli każdy poświęcił mu wcześniej trochę uwagi.
Ile powinna trwać burza mózgów? Kiedy nie jest efektywna, należy ją po prostu zakończyć. Na boga! Nie można tworzyć na siłę. Kiedy z kolei ilość pomysłów jest przeogromna, wtedy należy podtrzymywać ten stan, nie zamykać go, bawić się pomysłami, tworzyć dobrą atmosferę – parę żartów nie zaszkodzi, a spontaniczny wypad na jedno lub maksymalnie dwa piwa może jeszcze bardziej rozgrzać proces twórczy.
Pozwólmy sobie na twórcze myślenie. Do boju!