026 - Sylwester / Czarnobyl / Prypeć 30.12.2016 - 3.01.2017 - Paweł Bielecki

026 – Sylwester / Czarnobyl / Prypeć 30.12.2016 – 3.01.2017

3 stycznia 2017

Czwartek 29.12.2016

Samolot. Kierunek Warszawa. Lecimy ja i Maciek. Czekamy kilka godzin, potem udajemy się w wyznaczone miejsce. Tam czeka bus (oczywiście się spóźniamy). W busie atmosfera jest wyczuwalna od momentu przekręcenia kluczyków w stacyjce. Silnik srebrnego Mercedesa Sprintera pracuje nieprzerwanie aż do polsko-ukraińskiej granicy, na której stoimy około 3-4h. Grupa, której jestem od kilku godzin członkiem, stosuje na sobie całą paletę emocji – im dalej, tym bardziej, tym więcej, tym intensywniej.

Kilka głosów na chwilę milknie, co jest spowodowane krótkotrwałym brakiem współpracy ciała z umysłem. W medycynie nazywają to okresem upojenia właściwego.

Ziemia niczyja, wciąż stoimy, kierowca od czasu do czasu delikatnie muska stopą pedał gazu. W busie dochodzi do kilku incydentów. Niektóre krzesła są koloru tęczy. Komuś coś upadnie, coś się przerzuci, coś się wykrztusi. Jest środek nocy, nie patrzę trzeźwo na świat. Zasypiam. Budzę się w Kijowie.

Piątek 30.12.2016

Witają mnie absurdalne konstrukcje architektoniczne. Trójkąty, koła, prostokąty – wszystko w jednym. Złoto na dachach, szarość na chodnikach.

Statystyczny Ukrainiec zarabia dziś 3633 hrywien, czyli równowartość 590 zł. Najwyższe pensje są w stolicy na poziomie 6300 UAH (1000 zł). To mało. Jem obiad. Duży. Płacę około 16 złotych. Hotel. Drzemka. Prysznic. O 19 z powrotem w trasę. Metro (jeden przejazd 2 hrywny 0,50 zł).

Majdan przeżywam na swój sposób. Ślady po kulach, miejsca, gdzie czci się pamięć po zabitych zestawiam z kliszą tego, co widziałem w telewizji. Te same ulice są teraz spokojne i ciche, krwi brak, krew się wymazuje, wyczyszcza, wybiela. Tylko historia nie zapomina. Fakt, że to wszystko działo się tak blisko naszej granicy przeraża. Współczucie jest dobrym uczuciem, które chowam w sobie.

Jarmark Świąteczny. Wino. Zjeżdżalnia. Ukraińcy są przyjaźni. Wymieniam kilkadziesiąt uśmiechów, trzy mrugnięcia okiem oraz sześć mniej lub bardziej znaczących gestów. Czuję się tu dobrze. Jemy w Mitli, jedzenie obłędne.

Piątek nie chce się skończyć. Nie chcemy go skończyć. Nowe znajomości się nie męczą, one kwitną. Alkohol pełni rodzaj substytutu czasu; nikt już nie czuje że znamy się tylko kilka godzin. Wybieramy spojrzenia i słowa nad wyspaniem.

Chcę dodać dziennik, ale odłączają na noc internet (może lepiej?), ten w pełni odzyskuję dopiero po przyjeździe do Polski.

To nie jest dobry dzień dla snu. Śpimy 3h19min.

Sobota 31.12.2016

Jeszcze o 4:30 rano czuję się jak młody bóg, by o 8 być mocy boskiej przeciwieństwem. Śniadanie smakuje jak gruz, nie mogę się odnaleźć przy szwedzkim stole, prawdopodobnie coś gubię (jeszcze nie wiem co). Kolega krzyczy coś o dramatycznej sytuacji fizycznej i psychicznej. Słowa odbijają się echem, chcę coś dopowiedzieć, ale w głowie za duży mętlik. Wsiadam do busa, jedziemy do Czarnobyla. W drodze staram się dojść do siebie.

Zostawiamy plecaki w dziesiątce i od razu jedziemy zobaczyć radar Duga zwany Okiem Moskwy. Wędrujemy. Podziwiamy. Standard poza jedną różnicą – nikogo wokół nas nie ma.

Przejeżdżamy obok elektrowni, nowy sarkofag zasłania znaczą część. Budynek jak budynek. Serce bije normalnie. Jedziemy dalej. Czeka nas wieczorne zwiedzanie miasta Prypeć. Oddalamy się z Maćkiem od grupy i wchodzimy na szczyt jednego z budynków. Uderza w nas cisza, ten jej rodzaj, który powinien uspokajać „bo nic”, a jednocześnie niepokoić „bo jak to?” – i właśnie ta cisza robi na mnie najbardziej piorunujące wrażenie.
Dozymetry czasami szaleją, ale nikt się tym aż tak bardzo nie przejmuje.

Sylwester. Bawimy się po ukraińsku. Pijemy po ukraińsku. Jedna z uczestniczek wyprawy zwraca mi moją bluzę, którą nosiła przez cały dzień. Słodki zapach perfum towarzyszy mi już do końca wyjazdu. Jak się potem okaże poza niedospaniem, milczącym miastem Prypeć, to właśnie jest trzecia rzecz, o której będę pamiętał.

Część nocy za mgłą lub nie ma jej (nocy) w ogóle. Co innego mówi na drugi dzień telefon oraz aparat. Okazuje się, że noc trwała, niemal do rana.
Śpimy 4h.

Niedziela/Poniedziałek 1.01.2017/02.01.2017

Wstaję o godzinie (???). Nie jest źle. Czuję się tylko delikatnie wczorajszy. Mieszają mi się dni. O 10 znów wyruszamy do miasta Prypeć. Niektórzy przeżywają sylwestrową noc. Około godziny 18 wyruszamy do Polski. Granica. Trzepią. Sprawdzają. Spędzamy tam niemal 3 godziny mimo braku kolejek. Płytki sen. Pobudka. Płytki sen. Pobudka – bez przerwy. W Warszawie jesteśmy po godzinie 9. Pożegnania. Śniadanie. Pożegnania. Spóźniamy się na lot powrotny do Wrocławia, mimo że mamy go dopiero o godzinie 13:30. Koczujemy więc w restauracji starając się związać świadomości koniec z końcem. O 17:21 wyjeżdżamy z Warszawy. O 21 jesteśmy we Wrocławiu. O 23 wspominam wyjazd. O 24 zasypiam.

Wtorek 3.01.2017

Przeziębienie nie daje mi spokoju. Kuracja. Przeglądam materiał zebrany z wyjazdu (blisko 60GB), film – niedługo. Odpoczywam.

czarnobyl-prypec-sylwester-pawelbielecki-2

czarnobyl-prypec-sylwester-pawelbielecki-1

czarnobyl-prypec-sylwester-pawelbielecki-3

czarnobyl-prypec-sylwester-pawelbielecki-4

czarnobyl-prypec-sylwester-pawelbielecki-5

czarnobyl-prypec-sylwester-pawelbielecki-6

czarnobyl-prypec-sylwester-pawelbielecki-7

Kto chce jechać za rok lub za kilka miesięcy, niech wchodzi tu: AlienaTours