Jak napisał Mariusz Łodyga na swoim blogu: „Wychodzi na to, że temat marki osobistej (Personal Branding) stał się bardzo modny. Okazało się bowiem, że dzięki nowym mediom każdy, kto ma pomysł na siebie i jest biznesowo ogarnięty może samodzielnie zbudować swoją legendę.” Trudno się z tym nie zgodzić i nie przyznać mu racji.
Media społecznościowe dały nam niesamowite narzędzie do tworzenia siebie, o czym pisałem tutaj „Sztuczność jest żywiołem istoty ludzkiej” oraz tutaj „Pokolenie twórców”. Każdy z nas jest pisarzem, każdy z nas jest twórcą, ale jak możecie przeczytać w zostawionym przez Jarka Domańskiego komentarzu do jednych z moich wpisów „Każdy z nas jest pisarzem, niektórzy grafomanami”.
Swój brand możemy zacząć budować od zera w każdej chwili. To tylko od nas zależy, jak będą widzieć nas inni. Korzystając z Social Media, możemy naginać rzeczywistość, albo inaczej: „moderować ją dla własnych potrzeb i celów”.
Czy ma to sens? Sami sobie odpowiedzcie.
Jeśli chcesz być blogerką modową, wolisz znać się na modzie, chcesz zostać doceniona przez środowisko i powoli budować swój brand? Czy wolisz na siłę zapożyczać się na ubrania, robić zdjęcia w kupionych parę minut temu szmatach z Zary, które za chwilę oddasz i prosić się o każdą rzecz, którą to tak pięknie wykorzystasz w stylizacji?
Dobry personal branding vs. dobre umiejętność bez wsparcia „marki osobistej”
Czasem dobry Personal Branding może przyćmić zdolne osoby, które nie mają do tego „smykałki”. Żyjemy w czasach, w których personal branding jest wyżej oceniany niż prawdziwe, niekiedy świetne umiejętności osoby, która nie dba o swoją markę, bo po prostu jej się nie chce, nie ma na to czasu, woli dbać o swoją postać „offline”. Czasami większą wartość stanowi dla nas nasz avatar, niż relacje w „realu” – najgorzej.
„Największą zaletą myślenia o sobie jako o marce jest cały szereg działań, które podejmiesz, by stać się kiedyś kimś na wzór gwiazdy rocka. Dzięki rozwijającej się technologii możesz dziś zrobić dla swojego profesjonalnego wizerunku znacznie więcej niż dekadę temu mogła zrobić średniej wielkości firma.” – w social media jest to stosunkowo łatwe, ale jak przystało na gwiazdę rocka, dobrze byłoby gdybyś dawał zajebisty koncert LIVE.
Rozumiem, można stworzyć siebie w sieci, być prze-kozakiem za klawiaturą, dominować światłowody oplatające Polskę, ale na boga, coraz częściej spotykam się z niemiłym uczuciem zawodu, kiedy poznaję osoby na żywo, które są cieniem swojego bloga, cieniem siebie samego w Internecie, kulą się pod ciężarem swojego avatara. Nie każę im być kopią stworzonego przez siebie „social mediowego potwora”, bo przecież nie mogę być zły za to, że ich życie prywatne i np. blog to dwa różne światy, ale magia i tak pryska.
Mariusz dzięki za inspirację. O czym pisał Mariusz dowiesz się klikając TUTAJ :]
foto: 1