Nie, nie chodzę do komunii, bo jestem na bezbożnej diecie i odkurzam w niedzielę parkiety, dywany i kafelki w moim mieszkaniu, bo tylko wtedy znajduję na to czas. A przecież mógłbym gromadzić Twoje wrażenia, emocje i tweety. Mógłbym nimi żyć, odnosić się do nich, przeżywać z Tobą Twój, a nie mój czas. Dwa zdania, około 180 znaków ze spacjami, 64 sylaby i czar inteligencji prysł bezpowrotnie. W obrębie 140 znaków mógłbym wziąć odwet za Twoje wszystkie „pięć sposobów na…”, jednak szanuję wszystkich, nawet jeśli ich konsystencja psychiczna przypomina rozmemłaną jajecznicę.
Zlewam się z cyfrowym tłumem pieszcząc klawisze klawiatury jak kochankę. Puk, puk przychodzą powiadomienia i wiadomości. Śmiem przysiąc, że dobre zdjęcie profilowe zwiększa IQ o minimum 10 punktów, a kobiety konsekwentnie z tego korzystają, rozbudzając przy okazji erotyczne myśli. Przebijają się przez te kilkadziesiąt wiadomości – „popatrz na moje zdjęcie, nie odpowiesz mi?”. Odpowiadam. Czekam. Dodaję wpis. Dostaję wiadomość. Odpowiadam. Tak pięknie wspólnie doświadczamy pojedynczej samotności, czując ciepło jedynie dzięki grzejącemu się laptopowi.
Podtrzymujemy naszą znajomość naciskanym co kilka minut klawiszem „enter”, a przecież nie musielibyśmy rozmawiać o poglądach, przeszłości czy planować to, co może się wydarzyć.
Sposób naszej komunikacji został pozbawiony istotnej funkcji, którą można dzielić i wspólnie przeżywać – milczenia.