Warszawski sen

Warszawski sen

Zapiski 26 września 2013

Woody Allen powiedział kiedyś, że „życie nie naśladuje sztuki – naśladuje telewizję” – jeśli jego cytat jest prawdziwy,  prawdopodobnie jesteśmy bandą kretynów – zwłaszcza jeśli ogrzewamy nasz telewizor pikselami wyświetlającymi obraz nowego serialu stacji Viva Polska.

Ten paradokument jest przeniesieniem drewnianych historii podłego sortu i myślę, że znajdą się osoby dla których serial o grupie kretynów z Warszawy będzie czymś w rodzaju „American Dream”/”Warszawskiego snu”, który kiedyś może się spełnić.

My tego chcemy

Ale może „Miłość na bogato” to Polaków portret własny? Ludzi próżnych, nastawionych tylko i wyłączne na sukces, wybierających sobie z palety „lifestylu” ten najbardziej „posh&trendy”. Może, tak bardzo pragniemy fleszy, szampana, szybkich aut, drogich (własnych) mieszkań że mimo tandety serialu chcemy go oglądać, by poczuć trochę „świata”, trochę „warszawki”. Przecież dokładnie taką samą rzeczywistość sprzedają nam gwiazdy i gwiazdeczki zachłyśnięte cumshotem stolicy i bogactwa oraz blogerki, które podają nam to dodatkowo zapakowane w pudełku ze wstążką w kolorze tiffany blue.

Gwałt na widzu

Potrafię zrozumieć ideę zaangażowania do produkcji nie-aktorów, ale nie rozumiem jak na castingach mogły przejść osoby bez wyraźnych „predyspozycji” – w niektórych pornolach pomiędzy jednym bzykankiem, a drugim dialogi są bardziej wiarygodne i zrozumiałe, nawet jeśli aktorka wypowiada swoją kwestię mając penisa w ustach. Sztuczność i napięcie postaci jest niezjadliwe jak kotlet z bakterią salmonelli.

Co do nie-aktorów, zobaczcie jak świetnie sparodiowali serial trzej goście z AbstrachujeTV. Oni bez wątpienia mają „predyspozycje”.

Na poziom brutalnej tandety zareagował również Internet. Owocem buntu jest prześmiewczy fanpage: facebook.com/filozofianabogato

Takie produkcje jak ta udowadniają, że mimo tego, iż parę milionów lat temu zeszliśmy z drzewa, to bezlitośnie próbujemy na nie wejść ponownie.

Obrazek: 1