W końcu. Urlop. Wakacje. Oddech.

W końcu. Urlop. Wakacje. Oddech.

Zapiski 28 września 2014

Przez kilka ostatnich miesięcy do samochodu nie wsiadałem ja. Wsiadało widmo, którego zmęczona skóra komunikowała światu, że jest odrętwiałe, często zestresowane, że obawia się o rzeczy, które przypuszczalnie nigdy się nie wydarzą, które….nie mają większego znaczenia.

Na tę parę dni puszczam ster. Będę uprawiał JOMO (Joy of missing out), dam się ponieść podróży. Przed siebie. Bez planowania. Bez terminów. Bez stresu. JOMO, bo FOMO (fear of missing out) nigdy mnie nie dotyczyło.

W tej chwili jestem komputerem z włączonymi programami, które działają nieustannie, pożerając przy okazji mnóstwo zasobów i energii. Nie wyłączam ich. Jedynie usypiam na kilka godzin i to jest uśpienie niespokojne, nerwowe.

Co robię teraz? Wyłączam każdy ze zbędnych programów. Restartuję cały system, defragmentuję się, skanuję dyski w poszukiwaniu błędów, przywracam ostatnią dobrze działającą kopię bezpieczeństwa. Bo mnie zepsuł. Dzień codzienny i pogoń w mglistym orszaku.

Czas. Spokój. Cisza. Rozluźnienie. To we współczesnym świecie dobra luksusowe, których bardzo mi brakowało. Przez kilka następnych dni będę żył w takim luksusie, otoczony tym, co kocham – życiem.