Często powtarzam, że rzeczy nie są w życiu najważniejsze, że lepiej skupić naszą uwagę na czymś innym. Jednak to te same rzeczy (szczególnie jakość ich wykonania) pozwalają nam na szybszą pracę (technologia), komfortowe podróżowanie (ciuchy) oraz mają wpływ na żywotność innych urządzeń (benzyna).
Nie czuję się zniewolony przez marki. Jednak nie ukrywam, że niektóre z nich traktuję w sposób szczególny. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Nigdy nie zawiodłem się na ich jakości lub funkcjonalności. To są te produkty, które mogę zawsze „w ciemno” polecić i z całą pewnością napisać, że wszystkie z nich zasługują na „soBieleckość”.
Wrangler
W poszukiwaniu „soBieleckich jeansów” odwiedziłem niemal wszystkie sklepy, aż w końcu trafiłem do Wranglera. Podszedłem do ekspedientki mówiąc: „poszukuję idealnych jeansów, rurek, ale nie tak obcisłych, koniecznie z luźnym krokiem, co by nie zmiażdżyć męskości, takich, że jak wyjdę na miasto to wszyscy padną i będą się za mną oglądać”.
Przepiękna ekspedientka mrugnęła do mnie okiem i powiedziała: „Mamy takie jeansy. Mamy dokładnie takie jeansy, jakich Pan szuka.” Nie wierzyłem do chwili, w której je włożyłem. Model „BEN” okazał się idealny. Od tego momentu Wrangler stał się soBielecki.
Gipsy
Jeszcze parę lat temu, gdyby ktoś zaproponował mi kurtkę ze skóry, stanowczo bym odmówił. Ba, zarzekałem się, że nigdy nie będę chodził w skórze. Z wiekiem poglądy się zmieniły i zapragnąłem odjechanej skórzanej kurtki – z naciskiem na słowo „odjechana”. Przejechałem pół Wrocławia, by w końcu znaleźć „tę jedyną” skórę. Padło na firmę Gipsy. To produkt tej marki wpisał się perfekcyjnie w moje gusta. Po zakupie kurtka ta przeżyła ze mną dosłownie wszystko. Wzloty, upadki, chwile spokoju i kompletnego szaleństwa. Mam do niej sentyment. Duży. To „ona” nosi na sobie blizny wszystkich błędów i radości.
Dolce & Gabbana
Podczas przesiadki na jednym z lotnisk postanowiłem pójść do drogerii. Wziąłem pierwsze lepsze perfumy do ręki i odziałem się w nowy zapach. To było D&G Pour Homme. Perfumy nie przypadły mi od razu do gustu. Tak naprawdę nawet średnio mi się spodobały. Jednak w samolocie zapach się uspokoił i stał się cholernie przyjemny. Wiedziałem już, że jest to zapach stworzony dla mnie – zniewalał kobiece nozdrza do tego stopnia, że często byłem „wąchany”. Od tej chwili używam perfum tylko i wyłącznie tej marki, na zmianę Pour Homme z The One.
D&G! Zrobiliście zarąbiste zapachy! Tak pachnie Bielecki.
Apple
Nie sądziłem, że kiedyś to napiszę, ale tak – Apple ma wpływ na moją pracę. Nie wyobrażam sobie tworzenia muzyki na innym urządzeniu. iPad w połączeniu z MacBookiem dają niesamowite możliwości. Dodatkowo ta estetyka, precyzja, chłód konstrukcji oraz jej solidność i szybkość sprawiają, że praca jest przyjemniejsza – a to jest niezwykle istotne. I ten Interface. Przejrzysty, intuicyjny, taki, jakbyś go używał od lat. Świetnym przykładem (w przypadku ekosystemu – iOS, MacOS) są moi rodzice, którzy produkty Apple rozgryźli szybciej niż produkty z Androidem czy Windowsem.
Dalej uważam, że Apple jest cholernie drogi i tak naprawdę za cenę MacBooka Pro lepiej polecieć na wakacje do jakiegoś ciepłego kraju. Jednak – jeśli masz odłożoną gotówkę i nie masz co z nią zrobić – kup Maca, o ile taki sprzęt jest Ci naprawdę potrzebny i będzie spełniał większą rolę niż „laptop do przeglądania Facebooka”, ewentualnie gadżet do zdjęć przy kubku w Starbucksie.
Shell
Niektórym może wydać się to dziwne, ale tankuję paliwo tylko i wyłącznie na stacjach Shell’a. Potrafię przejechać dziesięć kilometrów więcej, byleby tylko wlać dziewięćdziesiątkę piątkę oznaczoną jako V-Power. Moje pierwsze auto z początku tankowałem na takich stacjach, jak Auchan albo Lukoil; wiadomo – najniższa cena w mieście, więc po co przepłacać. Efekt? Dziwne problemy z obrotami, niemrawy silnik, problemy z sondami lambda.
Wiedziałem od zawsze, że Shell jest dobry.
Paliwa tego koncernu doceniłem dopiero jako właściciel auta. W tygodniu spędzam sporo czasu w samochodzie i zależy mi na tym, aby funkcjonował jak najlepiej. Wolę „karmić” go zdrowym „jedzeniem”, które zabezpiecza silnik i na którym mogę przejechać o te paręnaście kilometrów więcej (testowane). Dodatkowo Shell sponsoruje Scuderię Ferrari.
Ray Ban
Jedna z najbardziej SoBieleckich marek. Spokojnie mógłbym zostać ich ambasadorem. Co tu dużo pisać?! Okulary wygodne, stylowe, z porządnym filtrami UV. Noszę na zmianę kilka par, zależnie od natężenia światła. Wzrok jest mi bardzo potrzebny, więc staram się o niego dbać jak najlepiej. W „kolekcji” nie mam tylko RB z żółtymi szkłami.
Moleskine | Leuchtturm 1917
Notesy stanowią ważną część mojego życia. Mam ich kilkanaście, z czego 4 są niemal codziennie używane. To Moleskiny skrywają moje wszystkie „WierszoKurwy” oraz „CytoDziwki”, które być może już za kilka miesięcy ujrzą światło dzienne. Z kolei w pracy pomocą służą mi notatniki Leuchtturm – to w nich rodzą się pierwsze pomysły, szkice oraz strategie dla moich klientów. To notatniki tej firmy leżą przy łóżku i czekają na najświeższe pomysły, które wpadają mi do głowy często w środku nocy. To również w nich czasami rodzą się wpisy na blog.
Palladium Baggy Leather Gusset
To chyba najbardziej wielozadaniowe buty, jakie mam. Nieprzemakalny materiał, idealne do miasta, za miasto, w góry, nad morze – wszędzie. Do tego nieziemsko wygodne. Trochę vintage, trochę rock’n’roll. Może nie wygrałyby w konkursie na „najbardziej stylowe buty”, jednak w tym przypadku wybieram ich wielozadaniowość. Spokojnie mogę je uwalić błotem, by następnie je przemyć i pójść na spotkanie z klientem.
Yamaha RGX A2
To jedyna gitara elektryczna, jaką kupiłem w ciemno. Nie obchodziło mnie, jak będzie grać, jak jest wypoziomowana. NIC. Liczył się tylko jej kształt, na punkcie którego oszalałem. Kiedy tylko dostałem ją w swoje ręce w jednym ze sklepów muzycznych, nie wahałem się ani chwili i od razu dokonałem zakupu. Jak się okazało, gitara jest nieziemska! Długo trzyma brzmienie, jest turbo wygodna z racji małej wagi i unikatowej konstrukcji. To był jeden z tych produktów, w którym po prostu się zakochałem. To Rgx A2 wykrzykuje moje emocje, to ona pozwala mi zapomnieć o rzeczywistości, to z nią popadam w melancholię i pogrążam się w cichą, sobie tylko znaną medytację.
Piece VOX
Szukanie idealnego brzmienia nie jest łatwe. Na rynku mamy sporo producentów wzmacniaczy i pieców gitarowych, ale jest jeden, którego jestem wielkim fanem. To VOX. Producent soBieleckiego brzmienia. Jeśli miałbym się przepalić na tranzystory, chciałbym brzmieć jak te cacka stworzone w Wielkiej Brytanii.
—
Nie oddałbym za te rzeczy życia, ale sprawiają one, że życie mija mi…po prostu milej.