Szczecin Dąbie - Paweł Bielecki

Szczecin Dąbie

Zapiski 14 kwietnia 2016

Wyjazd firmowy. Jedziemy pociągiem. To normalna trasa z jedną przesiadką. Ja, Maciej i zarwana noc. Pociąg o 5. rano – nawet jeśli nie wierzy się we wróżby, trudno nie odnieść wrażenia, że ta godzina wróżyć dobrego nic nie może.

Pokonując kolejne kilometry, stajemy się coraz głodniejsi i zaczynamy myśleć o tym, co zjemy w restauracji, kiedy przesiadkę swoją odbywać będziemy. Głodem nie przymieramy, ale specjalnie unikamy wagonu restauracyjnego. Przygotowujemy w żołądku miejsce. Tylko żeby nie było kolejek!

To aż godzina. W sensie godzina do przesiadki. Godzina zobowiązuje na przynajmniej jednodaniowy, godny obiad. No i wyprostować kości gdzieś trzeba.

Stacja Szczecin Dąbie

Wysiadamy. Garbimy się pod naporem wszechobecnej pustki. Mimo że w pobliskim kiosku wystawionych jest kilkadziesiąt różnego rodzaju budzików, budka wygląda jakby czas się w niej zatrzymał. Tu nie dotarł Kwaśniewski, Tusk i Kaczyński.

Wyobrażenia stacji tranzytowej w jednej chwili się weryfikują, a głód jak był, pozostał. Fascynacja, smutek i burczący brzuch – tak to pamiętam.

Ubikacja

Ubikacja agresywnie skalana brudem. Wchodzę. Dostaję skurczu płuc od smrodu papierosowego dymu. Nieczyste, zepsute, zardzewiałe, zgniłe powietrze świdruje mi dziurki w nosie.

Pani pilnująca przybytku ogląda jakiś serial na małym telewizorze, który zamiast RGB, wyświetla samo G – w sensie, że na zielono świeci. Papieros za papierosem, wkurw za wkurwem, klient za klientem. Chcę powiedzieć, że Pani nie siedzi tu chyba za karę, ale nie chcę być niegrzeczny.

Toaleta nie ma drzwi. Tylko ściana ogranicza mnie od dozorczyni, smrodu papierosów i jakiegoś głupiego serialu w TVP. Przy uchwycie na rolkę papieru widzę wsadzone za gumkę recepturkę wyrwane z gazet reklamy bielizny Livco Corsetti, dalej jakaś Pani na plaży w tropikach pręży się bez stanika. Właściwie nie dziwię się, że ktoś oczekujący na swoją przesiadkę z nudów idzie do kibla i oddaje się licznym samogwałtom. Ani tu zjeść, ani pogadać, to chociaż tego typu przyjemność. Człowiek bestia kreatywna i pomysłowa. I rozumiem to wkurwienie Pani szaletowej.

30 minut do pociągu. Stoimy. Ja, Maciej, zarwana noc, głód i pustka. To znaczy w pustce stoimy, a nie ona z nami. Obserwujemy, lustrujemy. I ma się ochotę wpisać to miejsce w Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Tu jest wszystko. TEN klimat. CI ludzie. TE twarze. TEN zapach. TE kolory. TO miejsce przypomina nam, gdzie jeszcze parę lat temu sami byliśmy.

Nie uciekniemy od dziedzictwa narodowego, oj nie! Oto Polska właśnie, która cały czas się kształtuje i podpowiada, że jeszcze dużo pracy przed nami, że to dopiero początek, że jeszcze jesteśmy tam, gdzie niedawno byliśmy.

Nad morzem nie było szaro.