Ludzie, których kochasz, umrą. Nic nie trwa wiecznie. Słyszałeś to miliony razy. Kiedy jadę wprost na barierkę, napawam się faktem, że jestem tylko chwilą. Chwila… nie ma mnie. Przez niespełna dwie sekundy kontroluję cały chaos, licząc na to, że pasażer po mojej prawej oraz pasażerowie z tyłu przez moment złapią, o co w tym wszystkim chodzi.
Najczęściej wydaje nam się, że w swoim poukładanym życiu powinniśmy przede wszystkim konsumować, gromadzić i pracować. Na tych fundamentach „urządzamy” sobie życie. To przykre, kiedy w końcu – z reguły na starość – dochodzimy do wniosku, że to, co było najważniejsze, umknęło bezpowrotnie. Kosztem życia urządzamy życie.
Wożę imiona. Kasia, Sylwia, Patryk, Bartłomiej, Krzysztof, Anna, Małgorzata, Maciej, Agnieszka, Karolina – moi w aucie najczęściej spotykani współlokatorzy podróży. Są też inni. Wsiadam. Przekręcam kluczyk w stacyjce, myśląc o tym, że przez następną godzinę będę odpowiadał za te ponad 50 kilogramowe ciała składające się w 60% z wody, posiadające na sobie około 10 milionów bakterii i 7 oktylionów atomów. Nie mogę tego zbagatelizować.
Ponoć ciało ludzkie zawiera wystarczające ilości: siarki – aby zabić wszystkie pchły na średniej wielkości psie, węgla – do wykonania 900 ołówków, tłuszczu – do wykonania 7 kostek mydła, fosforu – do zrobienia 2.200 główek zapałek oraz wody – do napełnienia dwóch 20-litrowych kanistrów. Łącznie, z bakiem paliwa, 120 litrów cieczy.
Jadę. Myślę o tym, co by pomyśleli pasażerowie, gdyby wiedzieli, o czym w danej chwili myślę. Czy poczuliby się niekomfortowo? Czy bardziej kurczowo trzymaliby się pasów bezpieczeństwa? Mówię „wypadek” i… skręcam w lewo lub w prawo, co powoduje, że przeciążenie kładzie nas na jeden lub drugi bok. I już. To koniec. Zrelaksowani śmiejemy się w zaprojektowanej w Niemczech konstrukcji.
Reszta to wyobraźnia. Narzekam na nią, ale to ona pozwala mi na projekcję tego, co może stać się w aucie, kiedy ze zbyt dużą prędkością napotka ono przeszkodę. Gdzie w tym wszystkim będę ja? Czy czyjaś przelatująca głowa puści do mnie oko? Jak do cholery zaprojektowana jest strefa zgniotu w tym samochodzie?
W granicach bezpieczeństwa pozwalam sobie figlować z widmem śmierci. I wyobrażam sobie, że one i oni opowiadają potem, jak jechali autem z – koniecznie – przystojnym gościem i bawili się. Niedorzeczne! Kiedy robię to pierwszy raz, ludzie zazwyczaj krzyczą „kurwa” i jest to takie „kurwa” ostateczne i bezbronne, jakbyśmy tym bluzgiem mieli żegnać się ze światem. I żegnamy. Przez ten ułamek sekundy całe nasze życie podsumowujemy wulgarnym wołaczem.