Byłem tutaj parę razy modowy, ilość lajków i komentarzy przechodziła wtedy wszelkie pojęcie. Nie mogłem pozostać na to obojętny. Wróciłem, a właściwie przyszedłem. W butach. Oto wybrane komentarze pokazujące, co wtedy pisaliście:
„Mój szafiarz <serduszko>” :*
„Tyyyy! Ty szafiarko, Ty! <serduszko>
Marta Rzadkiewicz:
„hhahaha ostatnie zdanie miszcz!:)”
„Popłynąłeś, chłopie. Aż sama myślę o tym, czy by się nie przekwalifikować na szafiarę. W razie wu, liska chytruska pożyczysz? :P”
„p.s. Świecisz jak miliony monet :D”
„Panie Bielecki, Pan ma jedną poważną wadę – występuje Pan tylko w pojedynczym egzemplarzu!”
„Farsa Cię kocha!”
„masz stajla ;)”
Sebastian Bagiński:
„Człowieku, jeszcze parę takich postów i Mr. Vintage straci robotę i całego bloga :-/”
Wróciłem!
Kim jestem? Czy w ogóle „jestem”? od czasu do czasu „bywam” tym lub owym, dzisiaj jestem modowy. Autoprezentuję się przed szanownym gronem przed monitorami. Buduję „formę własną” wybierając pieczołowicie zdjęcia z Lightrooma wersji 4,3. Ubieram się na Waszych oczach. Dzisiaj stylówa na wrzesień – tak powinni być ubrani faceci w kalendarzach z rozkładówką na ten miesiąc.
Styl, jakby od niechcenia, taki bez przymusu ociekający przesterowaną gitarą, ale również elegancją – tak, cholera, to ja! Buty bezczelnie wystawiające język każdemu przechodniowi, oraz sznurówki żyjące wolnym „nie związanym” ze sobą życiem. Jeansy ważna rzecz, ważny punkt programu stawiają dumnie moje nogi przed siebie – „łydka, łydka, łydka” rzekłby Gombrowicz i miałby rację, łydką się szczycę, chwalę, zwiewnie miotam w tłumie dużego miasta. Opięte? Broń mnie Boże przed uciskiem wiadomych i ważnych części. Luz to podstawa, rzekłbym elementarz swego w ubraniu samopoczucia!
Jak profesjonalny bloger modowy opiszę dla Was co mam na sobie. Chciałem opisać to wierszem, ale spodnie mi się nie zrymowały z koszulą.
Odjechana stylówa na wrzesień
Zacznijmy od góry, którą stanowią moje własne wystylizowane włosy. Potrzeba na to około 43 sekund przed lustrem, a efekt jak sami widzicie jest piorunujący. Dalej. Na oczach, a właściwie na nosie opierają się Ray Bany Wayfarer – szpan, lans itd. Znacznie bardziej wolę Aviatory, ale przecież bloger modowy nie może cały czas chodzić w jednych okularach przeciwsłonecznych, prawda? To swoiste faux pas!
T-shirt, który bardzo lubię za dobrą jakość materiału i lekkość, pochodzi od The Orphan’s arms, natomiast koszula kupiona została w sklepie Old Navy, kiedy przemierzałem Nowy Jork (#zagranico #wakacyjnylans #gdziejaniebyłem).
Spodnie są od Wranglera model BEN – dziękuję Paniom ze sklepu w Sky Tower, które na moje pytanie: „Poszukuję odjechanych spodni, idealnych spodni, luźnych w kroku, ale jednocześnie z bardziej opiętymi nogawkami, ale nie tak jak rurki – bo lubię mieć krążenie w nogach, takich sexy po prostu, czy coś takiego dostanę?” – odpowiedziały „Tak!” i po dwóch minutach dostałem to czego chciałem, a Pani ekspedientka z błyskiem w oku i rumieńcem na twarzy powiedziała: „to idealny model dla Pana” – miała rację.
Wróćmy na ziemię, którą w dzisiejszej odjechanej stylówie dotykam butami zaprojektowanymi przez Palladium model Baggy Leather Gusset . Nazywam je prawdziwymi butami blogera #pokapromke. „Przywędrowały” one do mnie z CitySport w którym mają zacne promocje. Są nonszalanckie, odporne na każde warunki, wodoodporne, wygodne, stylowe, na imprezę i na błoto, w góry i na niziny, są takie, no…Bieleckie.





