Uwięziłaś mnie w swoim wyobrażeniu wyłapanym w standardzie 3G lub LTE. A ja? Od tygodnia staram Ci się przekazać w kilku emotikonach, że chciałbym Cię wziąć analogowo, że chciałbym rozruszać Twój garb, który hodujesz mozolnie pochylając się nad powiadomieniami bijącymi z telefonu – „ding, ding, ding”.
Kiedy mi się cała zbufforujesz na ekranie, kusisz mnie każdą wyuczoną pozą, każdym aktorskim ułożeniem ust. Ponętność. Pociąg. Perwersja. Popęd. Patrzę. Kusisz mnie cyfrowo, finalną wersję mojej do Ciebie adoracji przepuszczając przez programy graficzne.
Nie wystarcza Ci świat złożony tylko i wyłącznie z dwóch odgłosów bijącego serca, bo od kiedy weszliśmy do tego hotelowego pokoju okazało się, że do szczęścia potrzebujesz kilku kliknięć, by utwierdzić się w przekonaniu, że coś znaczysz, że jesteś ważna, potrzebna, że stanowisz wartość przeliczalną na liczbę likeów i komentarzy. I mimo, że znów coś Ci się nie udało, że myśli masz samobójcze, że czujesz się fatalnie, a dominującym uczuciem jest smutek to i tak wstawiasz to pieprzone zdjęcie gustownie przygotowanego obiadu, udając, że wszystko jest ok. I ja to kupuję. W pakiecie bez smutku z popularnymi hashtagami.
Patrzę na Ciebie i gra mi w głowie Nokturn B-moll. Wpisz w Google, puść sobie, sprawdź, posłuchaj, weź wyobraź jak Cię widzę na pięciolinii – bo Cię widzę tak właśnie. Tym Nokturnem. Grasz mi w głowie nutą powstałą w XIX wieku. Grasz mi Chopinem. Chcę Cię objąć analogowo i doprowadzić do stanu, którego nie opiszesz emotikoną. Zostało Ci 14% baterii. Czekam, aż zgaśnie Twoje sztuczne życie i całą uwagę będziemy mogli poświęcić analizie swoich przyspieszonych oddechów, w tę wiosenną zimną noc.