Nikt nie myśli o wschodzie słońca - Paweł Bielecki

Nikt nie myśli o wschodzie słońca

Zapiski 31 marca 2016

Trzyma dwie rzeczy. W ręku batonik Prince Polo o smaku orzechowym, a na twarzy nieskrępowaną lekkomyślność, przemieszaną z głupotą osoby, która ufa wszystkiemu, wszystkim. Że zawsze „tak”, rzadziej „nie”.

Usta barwy różowego lukru, pomalowane szminką kupioną w Sephorze albo Hebe. To musi być droga szminka, skoro jeszcze utrzymuje się po ostatniej przygodzie w toalecie. Koledzy myślą: dziwka. Ja myślę: puszczalska. Myślę też, że dobrze jest się czasem zabawić. Koledzy myślą, że chcieliby być na miejscu mężczyzny, który niechybnie przyprawił blond piękność o wyższe tętno. Kelner. Drink.

Usta barwy cukierkowego różu, nadęte jak po ukąszeniu szerszeni drażnią się z gumą Orbit White. Biały uśmiech w każdej chwili jest przydatny. I świeży oddech. Wystawa, jesteśmy na wystawie. Produktem jest ciało. Koledzy myślą: dziwka. Ja myślę: puszczalska. Wszyscy chcemy być przy jej stoliku. Kelner. Drink.

Atrakcyjność fizyczna jest dopracowana do granic możliwości, tak że gdy na nią spoglądasz, redukujesz się do swojego popędu i przyrodzenia. Już nie szare komórki, a bulgoczące nasienie w jądrach przejmuje nad Tobą kontrolę. Poddajesz się. Koledzy myślą: dziwka. Ja myślę: puszczalska. Śmiejemy się z frajera, który z nią siedzi. Zazdrościmy. Kelner. Drink.

Piję whisky z colą i cytryną. Koniecznie z cytryną. Dużo cytryny. Patrzy na mnie. Jestem w stanie przysiąc, cholera, wiem to, że słyszę tylko swój oddech i strzelanie roztapiającego się lodu w szklance. Jestem pijany. Koledzy mówią, że dziwka.

Nie słucham kolegów.