Muzyka może mieć wpływ na naszą efektywność w pracy. Na pewno znajdzie się wśród Was ktoś, kto przychodzi do pracy, zakłada słuchawki i pogrążony w dźwiękach skupia się na swoim zadaniu. Muzyka wpływa na nasz dobry nastrój, może go nawet podtrzymać, a to przekłada się na jakość tego co w danym momencie robimy.
Udowodnili to nawet naukowcy. Dr. Teresa Lesiuk przeprowadziła badania w których okazało się, że osoby, które słuchały muzyki podczas pracy szybciej wykonywały powierzone im zadania i mieli znacznie lepsze pomysły od osób, które pracowały w ciszy.
W biurach, agencjach często jest głośno. Drukarki, komputery, wentylatory, rozmowy dochodzące z kuchni lub tarasu, rozmowy telefoniczne, kłótnie z grafikami itd. – to może rozproszyć. Świetnym rozwiązaniem jest więc odcięcie się od świata zewnętrznego poprzez założenie słuchawek. Czasami nawet cisza bywa irytująca, wtedy też warto „wrzucić coś na uszy”, odpowiednio się nastroić i zacząć pracę.
Muzyka podczas pracy? To działa!
Zazwyczaj kiedy włączę muzykę staję się bardziej energiczny, praca idzie szybciej. Mam jednak taką wadę, że lubię „przywalić” dźwiękiem na dobrych głośnikach – ach ten bas odbijający się od ścian, czy głębia „tła” lub dudnienie podwójnej stopy. Robię wtedy dużo przedziwnych wygibasów przed komputerem, ale cholera, praca jest wtedy przyjemniejsza. Trochę cierpię zakładając słuchawki, ale wiem, że inni mogą nie mieć akurat ochoty słuchać metalu, rocka, jazzu lub ambientu.
Warto mieć dobre słuchawki
Jeśli na Ciebie muzyka działa podobnie, w sensie, dostajesz energii, jesteś żywszy, świeższy, szybszy w działaniu, warto zastanowić się nad kupnem dobrych słuchawek. Używasz pchełek? Wywal je. Uzbieraj około 400zł. Za tę kwotę można już kupić coś porządnego – uwierz mi – docenisz wtedy piękno dźwięków, może nawet odkryjesz w swoich ulubionych utworach „nutki”, których wcześniej nie udało Ci się wyłapać.
Trochę biologii
Z biologicznego punktu widzenia, melodyjne dźwięki zachęcają nasz mózg do wydzielania dopaminy – to taki związek chemiczny pełniący funkcję „przekaźnika przyjemności”. Krótko mówiąc stajemy się wtedy szczęśliwsi. Podobno wystarczy tylko od 15 do 30 minut „muzycznej terapii” w pracy, by w prowadzić się w lepszy nastrój i być bardziej skupionym. Wybór utworów również ma znaczenie. Kawałki pełne wrzasków, skrzypienia mogą nas rozregulować, wręcz rozdrażnić. Wybór muzyki instrumentalnej również powinien wpłynąć na efektywność – nie skupiamy się wtedy na słowach piosenki, tylko na przyjemności z obcowania z dźwiękami.
Oczywiście to wszystko zależy od osoby, na niektórych jazgot wpływa kojąco. Osobiście podczas pracy słucham utworów w klimacie drone doom, shoegaze, noise pop, ambient i industrial.
Sprawdzonym przeze mnie sposobem jest również gra na gitarze. Kiedy nie mogę się skupić, albo chcę zwolnić mózg z usilnej pracy nad wymyślaniem jakiejś idei, odpalam swojego Vox’a, podłączam gitarę i gram z 30-45 minut. Pozwala mi to zapomnieć o wszystkim, co dzieje się wokół. Po takiej „muzycznej terapii” jestem gotowy do pracy. Gorzej kiedy wymyśli się fajny riff i zamiast do pracy siada się do układania dobrego kawałka. Nie bronię się wtedy przed tym, już nie raz przekonałem się o tym, że świetne pomysły przychodzą szybko, ale również szybko można o nich zapomnieć, jeśli nie skupimy się na nich parę sekund po tym jak do nas dotrą.
A jak jest z Wami?