Merdamy ogonami

Merdamy ogonami

Przestrzeń wydziedziczona 31 lipca 2014

Budzik. Dzwoni albo za wcześnie, albo za późno, albo nie dzwoni wcale. Mój dzwoni. Uporczywie i natrętnie. Dźwięk budzika jest dźwiękiem znienawidzonym, zrodzonym z ciszy mojego 27-metrowego pokoju. Kiedy dźwięk dzwonka umiera i powraca w ciszę, rzucam paroma kurwami w przestrzeń, budząc swą samczość.

Jedna kurwa, druga kurwa, trzecia kurwa i wstaję. Drapię się po brodzie i spoglądam wraz z psem przez okno. Patrzymy. Analizujemy. Od czasu do czasu spoglądamy na siebie, utwierdzając się wspólnie w przekonaniu, że to patrzenie sens ma jakiś. Że ważne jest. Że jest czymś szczególnym. 

Kiedy kończymy rytuał z oknem, udajemy się do kuchni. Dzielimy sobie rytuały na miejsca. Na pokoje je sobie dzielimy. Nalewam wodę do miski. Nalewam wodę do czajnika firmy MPM. Włączam czajnik. Wylewam wodę w przestrzeń i celuję do kubka. Trafiam. Pijemy. On pije, ja piję. Idę oddać mocz. On sika później. Na dworze.

Idziemy i przeglądamy się w lakierach mijających nas samochodów. I odnajdujemy swoje zakrzywione odbicia. Codziennie rano mija nas grupka MILF-ów, dbających o swoją zakurzoną kondycję. Polska tańczy. Polska gotuje. Polska biega. Uśmiecham się. Do Polski. Do MILF-ów. On merda ogonem. Strzelamy uśmiechem do skaczących piersi i pośladków, które swą jędrność utrzymują wyłącznie za sprawą dopasowanych legginsów.

W grupie MILF-ów często znajdują się jednak prawdziwe krągłościo-jędrności. I to dwudziestokilkuletnie! Dwu-dzie-sto-kil-ku-let-nie! Przeważnie otoczone kordonem bezpieczeństwa przez dojrzałe samice alfa. Pies na baby wtedy staje, wyczuwając delikatny pot młodego kobiecego ciała. Merdamy ogonami. Zawsze zastanawiałem się, po co mi pies myśliwski. Teraz już wiem. On węszy. Ja gram w ping-ponga z młódkami. Odbijamy między sobą stygnące w nas niedospanie, przygryzając oblizane wcześniej wargi. One w biegu gubią uśmiech. Nam gubi uśmiech wiatr od nich biegnący. Kończymy merdać ogonami i idziemy dalej. On na czterech łapach. Ja na dwóch.