Mam Cię poza strefą numer trzy

Mam Cię poza strefą numer trzy

Przestrzeń wydziedziczona 18 czerwca 2014

Kochająca się przy otwartych okiennicach sąsiadka zrywa ze mnie spokój, wznosząc w powietrze mieszkające na Partynicach wrocławskie gołębie. Dźwięki osobistej rozkoszy przerywane są przez kosiarkę moich sąsiadów i przygłuchego nastolatka testującego swój nowy subwoofer w przesadnie stuningowanym BMW.

Wilgotny grymas kobiecego szału przeciąga się po gęsto zabudowanym nowoczesnym osiedlu. Na tarasie jest ciepło. Przesuwam wzrokiem po chmurach. Przesuwam wzrokiem po otwartych oknach przeglądarki internetowej.

Czuję się przytłoczony treściami. Blogami. Tymi bez duszy. Tymi bez przekazu. Tymi wieszakami na marny content zawieszonymi na jakiejś fikuśnej domenie. Epitafium goryczy. Trzeba tworzyć blogi, w których będzie miejsce na pogłębione, rzetelne, mądre i krytyczne tematy. Marność należy „brać” po wewnętrznej, po zewnętrznej, wyprzedzać na prostej.

To nie jest tak, że następne pokolenia są głupsze. To jest niemożliwe. Kolejne pokolenia mają coraz większy zasób wiedzy, nowe odkrycia i możliwości. Jednak nie potrafią w pełni i z wiedzą wykorzystać nowych narzędzi. Zresztą, starsi cierpią na to samo.

Snapchat uczy nas życia. Mówi nam – „jesteśmy chwilą”, „jesteśmy tu przez parę sekund”. Oglądamy wysyłany content, który stygnie na ekranie telefonu i przepada. Po nietrwałym, żyjącym krótko „carpe diem” nikt nie płacze. Wspomina się o nim, jak o zmarłym. To był epicki „snap”, to był „gość”.

W dwudziestoparoletnim stażu wdychania zanieczyszczeń tego świata zyskałem trochę więcej niż alergię. Stukam literkę za literką. Jestem w strumieniu słów. Uderzając w idealnie zaprojektowane klawisze laptopa z Cupertino wyklikuję swoją energię.

Lubię poranki. Te mgliste, kiedy mgła zasłania cały burdel na ulicach. Wszystkie psie odchody, papierki po batonach, rozbite butelki po prostu znikają. Przyroda w mistyczny sposób okłamuje żywe organizmy, że jednak jest tu fajnie, że jednak da się tutaj żyć i można być szczęśliwym. W Internecie nie ma mgły, a odczuwa się ją permanentnie. Zasłaniamy burdel naszego życia za filtrem, za ćwierkiem, za wpisem.

Dzwonisz. Skoro nie budzę się od odgłosu zderzających się cząsteczek powietrza, nie usłyszę Twojego stukania po telefonicznych falach.

W tym tempie nie zajedziemy za daleko. Ile masz kresek w telefonie? To ważne. Mam Cię ciągle poza zasięgiem. Poza strefą numer trzy. Poza strefą numer cztery, pięć i sześć. Odchodzisz w szumie informacji. Nie załapuję się na 3G, szukam fal. W tej taryfie się nie zmieścisz. Miej do mnie taniej. Miej do mnie za darmo. Weź mnie proszę na abonament. Na darmowe minuty mnie licz. Przeliczaj na transfer. Ozdób w roaming. Pomóż wyjąć kartę SIM.

Po elewacji rozproszyło się echo orgazmu. Kawa została dopita. Myśli skończone. Nawet gołębie przestały latać. Zostało 5% życia baterii.