Nie ma jednego przepisu na bycie z drugą osobą, jednak pozwoliłem sobie na kilka refleksji z racji tego, że od 9 lat jestem związany z jedną kobietą.
Początkowe 3-4 lata przypominały typowe, normalne, nudne związki, z całym tym obrażaniem, zazdrością i durnymi sprzeczkami. Przez pierwsze lata cierpiałem, przez to, że bycie z ukochaną osobą było dla mnie najważniejszą rzeczą na świecie.
Pytałem siebie, czy to będzie na zawsze, czy ta kobieta mnie kocha, czy wytrzyma moje humory – to były jedne z najgłupszych pytań jakie zadałem sobie w swoim życiu. Nie dawały one nic poza cierpieniem i niepewnością.
To co powszechnie uznawane jest za miłość – czyli kurczowe trzymanie się siebie, romantyzm, ciągła bliskość i przywiązanie – według mnie nie działa perfekcyjnie i rodzi problemy, bo nie dajemy sobie, ani drugiej osobie „oddychać”. Jeśli nie potrafimy się zrelaksować przy partnerce lub partnerze, nie potrafimy odpuścić, jeżeli boimy się dzielić naszymi przemyśleniami, wstydzimy się swojego zachowania, oznacza to problem.
Związek to nie tylko wzrastanie w miłości, ale również wzrastanie w odnoszonych sukcesach.
Miłość to moneta. Jedna jej strona to radość ze spędzanego razem czasu, czekanie na sms’a z miłym słowem, łapanie spojrzeń, wspólne wygłupy, myślenie o tym jak bardzo nam się poszczęściło i inne sytuacje, w których latają w brzuchu motylki. Druga strona to zazdrość, uzależnienie się od drugiej osoby, ciągła niepewność i pytania czy, aby na pewno jest się kochanym, czy nie jesteśmy za dobrzy lub zbyt naiwni.
Perfekcyjny związek należy ściągnąć z piedestału i przestać traktować jak unikatowy eksponat w galerii sztuki. Perfekcyjny związek to brak pytań typu „czy on/ona mnie kocha”; „czy ze mną będzie do końca”; „czy mnie nie zdradzi” etc. – to po prostu mniej myślenia typu „co by było gdyby…”.
W perfekcyjnym związku się nie myśli, po prostu się kocha.
Dzięki temu, poza miłością, możliwe jest wypracowanie skutecznego związku na każdej płaszczyźnie, zarówno prywatnej jak i zawodowej – to swoisty układ/biznes/”startup”. I to się sprawdza – przynajmniej u mnie. Nie zwiedziłbym świata, nie osiągałbym sukcesów zawodowych, nie miał dość ciekawego prywatnego życia, nie spełniałbym się we wszystkim, co mi się tylko zamarzy, gdyby nie druga osoba i na odwrót. Razem można osiągnąć więcej celów – wystarczy je sobie tylko co jakiś czas wyznaczać.