Zaliczyłem parę przeprowadzek w swoim życiu. Moje pierwsze wynajmowane mieszkanie miało w sobie coś frapującego. Ul. Książąt Opolskich – Opole – witamy. Zawsze miałem wrażenie, że brakuje w nim heroiny. Wyglądało bowiem jak mieszkanie heroinisty. Obskurna łazienka, elektryczne piece kaflowe działające tylko 4 godziny w ciągu jednego dnia (2 godziny popołudniu, 2 godziny w nocy), cholernie zimna kuchnia, stare drewniane podłogi. Mimo wszystko lubiłem je, miało klimat i styl. To prawda, na pierwszy rzut oka było odpychające, ale na drugi, już nie.
Potem było następne, potem mała kawalerka, w końcu mieszkanie we Wrocławiu. Z każdego mieszkania zabierałem więcej rzeczy niż do niego wnosiłem. Poza kuframi z ubraniami i sprzętem, doszły do noszenia meble, które co jakiś czas były dokupowane. To stolik, to wielkie łóżko z turobwygodnym materacem, drugie biurko itd.
Kupujemy, by zaimponować. Nie sobie, ale innym. Urządzamy mieszkania dla innych.
Teraz przenoszę się na 80m2, tyle przestrzeni, mieszkanie puste, do urządzenia, jjaaaaacieee. Od razu zacząłem w wyobraźni dostawiać meble, które ostatnio widziałem w sklepach. Tu stanie szafa, tu stanie duży stół, najlepiej szklany, taki do obrad, do imprezy i do….lansu. Zatrzymałem się na chwilę w tym galopie myśli, skarciłem swój mózg karząc go wstrzymaniem oddechu na dłuższą niż zwykle chwilę.
„Na chuj mi ten stół” zapytałem sam siebie. Po co? Nawet nie będę przy nim siedział. Co najwyżej uwalę go musztardą albo innym sosem, kiedy będę spożywał posiłek. Głupie wyobrażenie tego, ile to osób przy nim nie siądzie, bo przecież zapraszam do domu tyyyyylllleeee osób. Nie, nie zapraszam, prawie w ogóle. Była u mnie garstka znajomych, która przeszła przez sito. Tak, selekcjonuję. Mój dom jest w pełni Twoim domem, ale dopiero kiedy na to zasłużysz. Zasłużyli nieliczni, moja osobista elita przyjaciół i bardzo bliskich znajomych, wariatów, freaków, którzy będąc u mnie są u siebie, robią co chcą. Nie każdy nadaje się do tego, bym go ugościł, ale jeśli już taka osoba się pojawi staram się, żeby miała jak w niebie, jak w królestwie niebieskim, karmię kawiorem i robię jajecznicę z przepiórczych jaj. Mieszkanie to coś intymnego, to kawałek mnie, który nie może być pokazywany wszystkim. Mieszkanie, związek, ja w domu – to coś, czego nie upubliczniam.
Nie potrzebuję ogromnego stołu, nie spodziewam się gości.
Przeprowadzki mają to do siebie, że oczyszczają z rzeczy zbytecznych. Pozwalają przearanżować przestrzeń, w której będzie się żyło. Odkryłem, że przez te ostatnich parę lat uzbierałem stos niepotrzebnych rzeczy, których w ogóle nie używałem, tylko chowałem jak chomik. Tak samo z ubraniami, masą ciuchów, które postanowiłem porozdawać. Nie potrzebuję ogromnego stołu, nie spodziewam się gości, potrzebuję przestrzeni, którą wypełnię sobą i tym co kocham, a nie meblami z Ikei lub Bodzia.
foto: ja w moim pierwszym wynajmowanym mieszkaniu 2006r.