Ja jadę autem. Ja w korku stoję. W korku ludzi, którzy stoją za mną, obok mnie i przede mną. Ile istnień tyle problemów. Przed problemami nie ucieknę. Szyb nie otwieram, bo jeszcze coś mi wpadnie do auta i mnie zarazi – problemem. Praca, praca, praca, lifestyle, lifestyle, lifestyle, pieniądze, oczekiwania, pieniądze, wymagania, pieniądze.
Zmniejszam nawiew. Chroniony filtrem powietrza firmy Knecht spaceruję samochodem przez rozgrzany wiosennym słońcem asfalt. Spaceruję wzdłuż zjazdu z obwodnicy prawie wierząc w to, że filtr ma jakieś znaczenie, że wpływają w moje nozdrza tylko i wyłącznie dobre cząstki O2. Faluje w tym istnieniu. Jestem jak bocian biały „ciconia ciconia”, który wraca z Afryki do Polski, kraju absurdu i brzozy, tylko po to by się pieprzyć.
Dąb Bartek musi być zazdrosny o brzozę. Ja bym na miejscu Bartka taki właśnie był. Brzoza nawet nie brzmi dumnie. Brzoza, a Dąb, weź przeliteruj, sprawdź sobie.
Nie powiem. Mam na sumieniu kilka butelek whiskey i parę spojrzeń, które nie przerodziły się w nic poza fantazją.
Filtr powietrza jednak nie działa pomimo że to ten lepszy, węglowy. Mechanik okłamał mnie na 150zł, a ja „nie wiedziałem co pięć”.
Stoję w korku ludzkich problemów. Na lewo rak. Na prawo kradzieże i gwałty. Z tyłu samobójcy, a z przodu mordercy. Jadę 20 km/h, bo więcej nie można, przynajmniej w godzinach szczytu. Nie chciałem tego, ale mówią, że można sobie wyklikać lepszy lifestyle, wystarczy tylko łącze internetowe i to najtańszy pakiet bez kablówki.
Zatrzymany przez światło koloru „ff0000”, spoglądam zza swoich czarnych okularów marki Ray Ban na przecinające pasy krótkie spódniczki. Jest już po dwudziestym pierwszym marca. Wiosna rozebrała kobiety i wyuzdała moje myśli. Omotany wyobraźnią za późno wrzucam „jedynkę” i dostaję po uszach klaksonem od katującego swoje auto przedstawiciela handlowego. Spaceruję dalej. Jadę. Hamuję. Jadę.
Stoję w korku ludzkich problemów. Na lewo rak. Na prawo kradzieże i gwałty. Z tyłu samobójcy, a z przodu mordercy.
Źródło zdjęcia: boingboing.net