Jestem znużony

Jestem znużony

Zapiski 21 grudnia 2015

Przeczytałem ostatnio, że „znużenie życiem może oznaczać dojrzałość, próbę uwolnienia się od narkotycznej głupoty ciągłego zaspokajania”. No i jestem w tym znużeniu już można powiedzieć specjalistą. Nie do końca wiem jednak, czy to znużenie moje w parze z dojrzałością idzie, ale wierzę w to wielce. Jak mówił Henri Bergson „Istnieć znaczy zmieniać się, zmieniać się to dojrzewać, dojrzewać zaś to nieskończenie zmieniać siebie samego”. Jest więc nadzieja, że jestem częścią tego procesu.

Muszę się przyznać, że dziwne koincydencje mi się trafiają, że się poczuwam do roli sita, w sensie, w pozycji sita się do świata ustawiam. To znaczy, przepuszczam przez siebie to, co do mnie wpada na drugą stronę, jak sito właśnie, ale gdzie to leci i po co, to ja już tego nie wiem i nie wiem czy wiedzieć chcę. Ciekawość mi się odinstalowała z systemu poznawczego.

Przychodzi nawet taki moment, że czasem żałuję, że nie pracuję w korporacji i nie dostaję od przełożonego losu na loterii w postaci wyjazdu integracyjnego, tylko po to, by poczuć się jak zwierzę. Bo to fajnie brzmi, kiedy mówimy „no limits”, „odpięcie pasów” i częściej niż normalnie używamy słowa „hardcore” – pomijając oczywiście bardzo popularne „ale się najebiemy!”. Może mi taki „no limits” jest potrzebny, by mi ciekawość rozbudzić i sitostan wyeliminować.

Taki paintball na przykład w nagrodę za rok na plusie w korporacyjnym bilansie. Zbierają się ludzie, by się upierdolić i najebać lub odwrotnie najebać i upierdolić. By się wyczłowieczyć przez weekend. By poczuć coś innego, niż ból kręgosłupa oraz odciski na nadgarstkach – i to wszystko za grube pieniądze oczywiście. Team spirit przede wszystkim i wspomnienia z wyjazdu z terminem gwarancji na rok lub do kolejnej depresji spowodowanej intensywnością pracy.

Mnie tylko trochę dziwi fakt, że za normalność się płaci i jest ona traktowana jako dodatek do życia, a nie jako oczywistość. Ale co ja tam wiem.