Jestem Tifoso, czyli dlaczego czasem krzyczę Forza Ferrari

Jestem tifoso!

Zapiski 19 sierpnia 2013

Sport? Nie oglądam, nie chcę, nie interesuje mnie ślęczenie przed monitorem czy chodzenie na mecze. Piłka nożna, tenis, olimpiada, skoki narciarskie mogą dla mnie nie istnieć.  Jest jednak dyscyplina, której poświęcam każdą wolną chwilę. Uwielbiam, kocham, szanuję i #jaramsię Formułą 1. Oddałem się jej w pełni w 1993 i od tego czasu ominąłem dokładnie 24 wyścigi na żywo.

Ja rozumiem, że dla innych może być to 18 (czasem więcej) wyścigów w sezonie i parunastu gości w szybkich wyścigówkach, które jeżdżą w kółko. I niech tak będzie. Daje mi to satysfakcję, swego rodzaju smak elitarności, że ogarniam więcej, niż tylko dwie godziny wyścigu w niedzielę. Śledzę nowinki technologiczne, czytam prospekty, analizuję zawieszenia i aerodynamikę, monitoruje przedsezonowe testy, ba, oglądam nawet treningi przed wyścigiem. Pamiętam czasy, kiedy parę lat temu Formuła 1 była nadawana w Cyfrze+ na 7 kanałach – NA 7 KANAŁACH!!!! Miało się do wyboru m.in. kanał z podglądem do live timingu oraz kanały tylko z podglądem na boks, kamerę z bolidu oraz kamery wokół toru, komentował to wtedy Cezary Gutowski. Czemu do kurwy nędzy niema już tych kanałów!!!!! Płaciłbym za to!! Halo, zwróćcie mi to!!

Kogo wielbię, komu kibicuję?

Jest jedna stajnia, za którą stoję murem od początku. To Scuderia Ferrari. Kocham ten Team, nie jest dla mnie istotne jakiego mają kierowcę, ważne żeby wygrywał tytuły Mistrza Świata. Ktoś teraz może pomyśleć „oo jezzuu Ferrari, najbardziej obciachowy team, oni wygrywają wszystko” – to wiedz, że odkąd oglądam F1, czyli od dwudziestu lat, zdobyli tylko 6 Mistrzostw Świata z kierowcą i tylko 8 Mistrzostw Świata Konstruktorów, więc się zamknij.

Jestem tifoso

Kiedy tylko mam okazję wybieram się do mojej mekki we Włoszech, jaką jest małe miasteczko Maranello. Zawsze spotykam tam (podobnie jak w Bieszczadach) wspaniałych ludzi. Są to miłośnicy sportów motorowych, którzy podobnie jak ja kochają Ferrari, jego historię i klimat tego miejsca. To bardzo miłe uczucie kiedy relaksujesz się, pijesz podwójne espresso, a w tle z toru Fiorano roznosi się odgłos kręconego do granic możliwości Ferrari. Nieważne czy to bolid F1 czy „cywilne Ferrari” – zawsze mam wtedy ciary. Tak, jara mnie to.

Formuła 1, a sprawa polska

Kiedy do F1 przybył Kubica, spodziewałem się czegoś podobnego do „Małyszomanii”. I tak też się stało. Oczywiście darzyłem Kubicę szacunkiem, ale dla mnie najważniejsze były czerwone bolidy, a nie zwycięstwo Polaka. Będąc na wakacjach w Świnoujściu w 2007 roku oglądałem wyścig w jakiejś spelunie. Byłem ja i kibice typu „Rooobeeeert Kubica tu tu tututu”. Kiedy Roberta wyprzedził jeżdżący wówczas w Ferrari Kimi Raikkonen krzyknąłem z tyłu sali „brawo Kimi” – to był mały błąd, ale nie mogłem znieść wkurwienia jakie buzowało we mnie przez cały wyścig. Ci wielbiący Roberta kibice mylili nazwiska, gadali kompletne bzdury, szkalowali sport, który kocham, swoją tępotą i brakiem obeznania – nie mogłem tego znieść. Niestety wyścigu nie obejrzałem do końca, bo zostałem „wyproszony” z pubu….

Nie przepadam za ludźmi, którzy sportu nie dotknęli, nawet się z nim nie zapoznali, ale mają na jego temat najwięcej do powiedzenia. Ich przyciąga dopiero sukces (np. Małyszomania), a nie pasja. Kiedy sukces się kończy, nie umieją sobie tego wytłumaczyć i obrażają, szykanują albo w ogóle przestają oglądać daną dyscyplinę. To nie dotyczy tylko Formuły 1, ale również innych sportów. Tacy ludzie robią gwałt na sporcie, przenoszą stadionowe zachowania na paddock – kto był na wyścigu F1 ten wie o czym piszę, to całkiem inny klimat.

Nie potrzebuję żadnej dodatkowej dyscypliny, poświęciłem się w pełni jednej i czerpię z tego ogromną radość i życzę tego każdemu, kto lubi sport lub jakąś konkretną dyscyplinę, bo jest to zajebiste uczucie.