Jawbone UP opinia - raczej bez fajerwerków

Jawbone UP opinia – raczej bez fajerwerków

Zapiski 13 lipca 2013

Przez minione dwa tygodnie testowałem opaskę UP firmy Jawbone. Jako fan nowych technologii i ciekawych wynalazków podszedłem do tego zadania pełen entuzjazmu. Chciałem ją pokochać tak jak Paweł Opydo. Niestety, z każdym dniem fascynacja produktem Jawbone była coraz mniejsza.

Co to jest UP?

To opaska na rękę, wypchana technologią, która pozwala kontrolować naszą dietę, aktywność ruchową, monitorować przebieg naszych ćwiczeń oraz sen – brzmi świetnie.

UP pod względem designu wygląda elegancko i stylowo. Czasem idąc ulicą można spotkać się z szeptami typu „jaaa on ma opaskę jawbona” – poważka. Obręcz opaski nie jest zamknięta, przez co urządzenie lepiej dopasowuje się do ręki. Na jednym z końców zamontowano przycisk pozwalający sterować UP’em, a na drugim ukryty pod zatyczką mini-jack służący do synchronizacji urządzenia z aplikacją na iOS oraz Androida.

Co do aplikacji. Wygląda ona bardzo schludnie. Może nie daje tak ślicznych raportów jak Brand24, ale i tak korzysta się z niej przyjemnie.

Nie będę się tu rozpisywał o użytej technologii i obsłudze, świetnie opisał to Grzegorz Marczak TUTAJ oraz Paweł Opydo na swoim BLOGU.

Poza monitorowaniem naszego ciała aplikacja umożliwiająca zarządzanie opaską została wyposażona (a jakże) w elementy grywalizacji. Możemy więc chwalić się światu, tym, że osiągnęliśmy XX tys spalonych kalorii w ciągu dnia, lub, że udało nam się w pełni wyspać. Możemy też porównywać nasze wyniki z innymi użytkownikami opaski.

Czy bardziej o siebie dbałem kiedy miałem opaskę UP na ręce?

Nie. Wyszło na to, że prowadzę w pełni aktywny tryb życia, jedynie śpię trochę za mało. Kalorii spalam ponad średnią, przez co musiałem sobie podnieść cele w aplikacji – dalej nie było dla mnie problemem osiągnięcie tego pułapu. Ilość wykonanych w ciągu dnia kroków, aktywnego czasu, spalonych kalorii – mam ponad normę. Doszedłem do wniosku, że muszę być cholernie fit.

Dzień i noc z opaską

Opaska działa w dwóch trybach: dziennym i nocnym. I właśnie ten ostatni tryb najbardziej mnie interesował, konkretnie budzik. Mam problemy z budzeniem się wcześnie rano, nie mogłem więc doczekać się tego, by sprawdzić jak w boju sprawdzi się UP.

Jawbone UP analizuje nasz sen, wie kiedy przechodzimy przez fazę snu głębokiego i płytkiego. UP może nas obudzić poprzez lekkie wibracje w momencie dla nas najlepszym, czyt. w najlepszej fazie snu. Wystarczy, że w momencie nastawiania budzika wybierzemy okienko czasowe. I tak np. nastawiając budzik na godzinę 9 możemy spodziewać się, że UP obudzi nas pomiędzy 8:30 a 9:00.

Czy to działa? Bywało tak, że budziłem się przed UP’em, który zaczynał wibrować dopiero minutę, dwie po otwarciu przeze mnie oczu. Kiedy jednak po jednej z weekendowych imprez nastawiłem sobie budzik na 10, to faktycznie, UP obudził mnie w takim momencie, że nie czułem zmęczenia mimo, że spałem zaledwie 3 godziny.

Ciekawe na ile jest to tzw. „markowe placebo” – świadomość tego, że UP ma nam pomagać w budzeniu może wystarczyć, by wstawanie stało się bardziej „efektywne”. W końcu kiedy opaska zaczyna wibrować możemy pomyśleć „ooo UP mnie budzi, to znaczy, że już jestem wyspany i wypoczęty, czas zacząć nowy dzień, kocham Cię moja opasko”. Produkty tego typu mają to do siebie, że mogą być lub udawać, że są czymś więcej, przez co wierzymy ślepo, że działają idealnie.

Kolejna ciekawa funkcja na którą bardzo liczyłem to „POWER NAP” – czyli krótka drzemka w ciągu dnia pozwalająca na regenerację ciała i stanu umysłu. Często stosuję Power nap’y w tygodniu. Kiedy czuję, że jestem przemęczony, wolę na godzinę zniknąć w łóżku i wrócić w pełni sił niż dobijać się przed ekranem monitora i wymyślać na siłę piękne rzeczy. UP zaciekawił mnie tym, że pozwalał na zastosowanie krótszej drzemki niż praktykowana przeze mnie wcześniej jedna godzina. Z tej opcji skorzystałem z 8 razy ustawiając minimalny czas drzemki. Faktycznie wstawałem wypoczęty, jednak zauważyłem, że szybciej wyczerpywały mi się „baterie” niż w przypadku drzemki praktykowanej przeze mnie wcześniej.

jawbone-up-pawel-bielecki-2

Jedzenie

UP może również monitorować naszą dietę. Tu jednak potrzeba trochę cierpliwości. W USA w wielu przypadkach wystarczy zeskanować za pomocą aplikacji kod kreskowy z kanapki i już wiemy ile np. cholesterolu wpychamy do swojego organizmu. W Polsce niestety mamy trudniej (może to i lepiej, bo spalamy kalorie wpisując w app’kę dane o naszej kanapce).

Funkcją „diety” bawiłem się przez tydzień – w sensie wpisywałem do aplikacji wszystkie rzeczy, które jadłem, a nie były dostępne w aplikacji; stworzyłem nawet swoje kategorie jak np. „typowe śniadanie”, „jajecznica à la Bielecki” itd. W sposób graficzny aplikacja przedstawiła mi ilość spożywanego cukru, białka, czy cholesterolu. Podobnie jak w przypadku snu i dziennej aktywności możemy sobie ustawić cele np. jeść mniej rzeczy tłustych, jeść więcej warzyw, wzbogacić dietę o witaminy, uszczuplić w cukry etc.

Znowu wyszło na to, że nie odżywiam się tak źle. Jednak poświęcanie nawet wolnej chwili na wpisywanie tych wszystkich danych (mimo, ze nie jest to takie trudne) było dla mnie stratą czasu, a potem stało się nudnym obowiązkiem nosiciela opaski UP.

Otwarte API

To coś dla harduserów. Opaska działa nie tylko z dedykowaną aplikacją. Dzięki otwartemu API może pracować również z innymi aplikacjami dostępnymi w App Store czy sklepie Google Play.

Dla kogo?

Opaskę UP pewnie docenią wszystkie geeki świata, ludzie ciekawi technologii, ludzie którzy mają ambicje zmiany swojego życia (oczywiście na lepsze), chcą być turbo fit, osoby, które potrzebują technologii, by żyło im się lepiej (albo wydawało, że żyje im się lepiej). Z UP’em można też się lansować, gadżet nie należy do najtańszych przez co jest dobrem nobilitującym w oczach znajomych – zwłaszcza jak chwalisz się tym jak UP zmienił Twoje życie, jak poprawił poranną erekcję, jak sprawił, że po godzinie wypoczynku możesz przekopać działkę o powierzchni 100 m2.

Ciekawostki i przemyślenia

Dzięki opasce UP dowiedziałem się między innymi:

  • jeśli mam do wyboru jazdę na rowerze albo seks, to lepiej wybrać to drugie. Jeśli uprawiasz namiętną, pełną pasji miłość to pozwoli Ci to na spalenie większej ilości kalorii. Dodatkowo w aplikacji możesz wtedy umieścić status swojego samopoczucia na <błogi> . Podpowiedź dla geeków: uprawiając seks, szybciej możecie przebić dzienny limit kalorii lub pobić w statystykach znajomego!
  • posiadanie psa jest lepsze, niż posiadanie jakiejkolwiek opaski, która ma sprawić, że będziesz się ruszał. Czworonóg to wymagająca bestia. Musisz z nim wyjść rano, popołudniu, czasem pod wieczór i jeszcze w nocy. Dodatkowo jeśli dbasz o porządek musisz się schylać (sprzątanie kupy), a więc skłony, a  więc ruch. Według statystyk w aplikacji, pies sprawia, że bez problemu możesz osiągnąć rekomendowany dzienny limit ruchu dla Twojego wieku/wagi/wzrostu.
  • statystyki pochodzące z UP nie liczą się w ogóle kiedy kobiety mówią Ci, że wyglądasz świetnie
  • moje wyjścia na siłownie są turbo-efektywne.
  • śpię za mało. To jedyna rzecz jaką chcę poprawić dzięki opasce UP.
  • intensywna gra na gitarze/próba zespołu może być tak samo wyczerpująca jak bzykanie z rana (to dlatego rockmani są z reguły chudzi, damn…)

Czy będę dalej nosił opaskę UP?

Nie. Nie jest mi ona do niczego potrzebna. Tryb życia jaki prowadzę jest po prostu rewelacyjny (poza snem), ruchu mam dużo, żywię się odpowiednio. Nie mam też ochoty dzielić się ze światem informacjami o tym ile spaliłem kalorii lub ile spałem w ciągu dnia. Kogo to obchodzi? Oczywiście rozumiem cały proces grywalizacji wbudowany w aplikację, jest on naprawdę dobry i może tworzyć ciekawe społeczności. Ja jednak nie chcę do takiej należeć z racji tego, że mam mnóstwo innych ciekawszych rzeczy do roboty. UP’em byłem zafascynowany, teraz wiem, że nie jest to produkt dla mnie. To po prostu kolejna rzecz, która przeszkadza nam skupiać się na najważniejszym – na (bezstresowym – bo trzeba urządzenie synchronizować, ładować, przeglądać statystyki, nie daj bóg się tym przejmować) życiu.

Czy dam drugą szansę produktom tego typu?

Oczywiście, na pewno będą one coraz doskonalsze i być może w końcu pokocham ten rodzaj gadżetów.