Ja i Daewoo Tico nienawiści - Paweł Bielecki

Ja i Daewoo Tico nienawiści

Zapiski 15 marca 2016

I pojawia się na ulicy Tico nienawiści. Niebieskie, bo widać, że niebieskie. I przejeżdża razem z innymi Tico w Tico manifestacji młodzieńczego buntu z piskiem opon wokół ronda przy ulicy Zwycięskiej we Wrocławiu. W nocy wycie opon, jak alarm przeciwlotniczy rozlega się echem po okolicy. Jestem w stanie przysiąc, że konie  z przerażenia rżą w zagrodach w pobliskich stajniach na Partynicach. A ja tylko biernie przyglądam się Tico spektaklowi na 3 cylindry, w sumie na 9, bo Tico włada ulicą w liczbie egzemplarzy trzech właśnie.

Z psem jestem. Na wieczornym spacerze, jakoś przed północą, po dwudziestej trzeciej. Pies sobie nic z tego nie robi. Z Tico manifestacji w sensie. Pies robi to, co ma robić pies na wieczornym spacerze. To jest załatwia się, a ja patrzę. Nie na psa kucającego za potrzebą, a na trzy samochody szaleńczo zarzynane przez 19-24 letnie młodzieńcze stopy. Na pewno jeden z nich ma trampki.

Nazwy sobie wymyślam. Tico lidera, przewodzące całemu stadu, to Tico zagłady, kolejne (zielone) to Tico destrukcji, następne Tico absurdu. Dziwię się, że opisuję to dopiero teraz. Spektakl trwa od minimum dwóch lat i jest grany przynajmniej raz w tygodniu. Lider Tico squad mieszka nawet na moim osiedlu, a przynajmniej przed szlabanem nocami stoi i czeka i patrzy, i rozgrzewa te 42 narowiste konie mechaniczne.

Wracam z psem do domu. Myślę sobie – kiedyś też byłem durny, szalony i bezmyślny, i miałem w głowie to samo siano, co młodzi kierowcy Tico. A pies nic sobie z tego nie robi. Z Tico manifestacji w sensie. Pies zrobił to, co zrobić pies na wieczornym spacerze powinien. A ja w głowie Różewiczem idę. Najsmutniej jest wyjechać/ z domu jesiennym rankiem/ gdy nic nie wróży rychłego powrotu (…) matka jest mała/ i można ją nosić na rękach/ na półce stoją słoiki/ w których konfitury/ jak boginie ze słodkimi ustami/ zachowały smak/ wiecznej młodości”.