Jestem tu już rok z hakiem. Gdybym był dzieckiem napisałbym, że to dużo, że się ciągnęło, że był to bardzo długi rok. Nie jestem już dzieckiem. Niestety. Czas szybciej mija. Czas śmiga. Czas się nie chce przeciągać leniwie między kolejnymi pełniami księżyca. O nie! Niestety.
Jestem tutaj dla Was. Ja, litery i domena, która widnieje w pasku adresu.
Jestem tu już rok z hakiem… Rok z hakiem bardziej publicznie niż lata wcześniej i muszę przyznać – zbudowałem wokół siebie dobry team, który lubię nazywać w myślach gangiem – to taki „#gangSoBielecki”.
Wiesz, to te osoby definiują takie terminy jak „zapierdolistość”, to cechy ich charakterów tworzą najlepszą możliwą mieszankę, którą spijam, od której jestem uzależniony – napędzają mnie, ratują mnie, pozwalają chodzić po Ziemi oraz fruwać w chmurach.
To oni – bezpruderyjni, wyrwani z kontekstu, szaleńcy wyszukani przez wyszukiwarki, komentujący, zaczepiający, aż w końcu poznani. Na żywo. Offline. Tak jak lubię, tak jak wolę.
Konferencje takie jak BlogExperts dają mi możliwość spotkania się z moim gangiem #hashtagmilosci oraz zupełnie nowymi osobami, które rozpalają mój umysł swoimi pomysłami, światopoglądem i osobistą finezją. Na konferencje przyjeżdża się przede wszystkim dla ludzi. Wykłady? To objazdowy cyrk. Nic nie szkodzi, jeśli nie załapiesz się na dane wystąpienie teraz. Na bardzo podobne możesz trafić również na następnym podobnym spotkaniu, w jakimś mieście, w Polsce, ale ludzi, konkretną grupę w prawie pełnym składzie możesz spotkać tylko na kilku wydarzeniach w ciągu całego roku.
Najlepsza przygoda rozpoczyna się, kiedy możesz wejść w bardziej intymne, bardziej bezpośrednie relacje niemal z każdym uczestnikiem danej konferencji. A na to przychodzi czas z reguły wieczorem. Jedni budują tam zasięg… inni silne uzależniające znajomości.
Znam ich. Uwielbiam.
Magdaleno Stępień – jesteśmy metafizycznym małżeństwem skrupulatnie obdrapującym beznadziejność z piękna. To Ciebie rozdigitalizowałem jako pierwszą, to Ty przywróciłaś mi wiarę w białego człowieka piszącego bloga w kraju zwanym Polską. Nie musimy mieć takich samych poglądów, nie musimy szanować tych samych rzeczy. Najwartościowsze jest to, że dzielimy to samo szaleństwo i wiesz co, między sobą nie musimy łamać barier. My ich nie mamy i nie mieliśmy od pierwszego „siemano”.
Marysiu Organ – sformalizowanie naszego związku jakiś czas temu w Krakowie było przełomem. Dla mnie. Być może również dla Ciebie. Okazało się bowiem, że nagrałem TEN UTWÓR odpowiedniej osobie. Wyczytałem Twoją zajebistość, którą przekazywałaś codziennie w paru wpisach, mieszcząc się w 140 znakach, mieszcząc się w tej niewielkiej przestrzeni osób, którymi chcę się otaczać, które są mi potrzebne. Do życia. Tego lepszego. Tego bardziej. Tego na pograniczu realności.
Wojciechu Kardyś – jesteś gwiazdą. Jesteś mną. Ja jestem Tobą. Pod płaszczem swojego osobistego szaleństwa ukrywasz wielką mądrość, którą podziwiam. Jesteś moim największym „krakowskim odkryciem”, bardzo mi bliskim. Porozumiewamy się bezsłowiem. Wiemy, co to znaczy być „z przodu”, wiemy, kiedy należy być trochę z tyłu, uwielbiamy kobiety, wiemy, co to znaczy żyć i wiemy, że jesteśmy zajebiści. Bieleccy i Kardysiowi zaraz po przebudzeniu. Kocham Cię.
Dawidzie Adamku – mimo że cały czas mylę Twoje imię, nie zmienia to faktu, że Cię uwielbiam. Jesteś seksualnym zwierzęciem, demonem kultury kina i profesorem kurtuazji oraz dobrego wychowania. „Sfilmowanych” kobiety oglądają dla Ciebie, a kiedy już idą na seans, idą na niego z myślą w głowie „Dawid też go oglądał. Patrzę na to, co on. To prawie jak pocałunek.” Nazwisko Adamek dudni wtedy w głowie, serce przyspiesza. Zapewniasz dziewczynom ćwiczenia kardio w niewygodnym fotelu multipleksu X lub Y. Picie z Tobą piwa to przyjemność.
Dario Podwyszyńska – jeśli Kraków ma być Tobie wdzięczny, to może, wręcz musi. Znad morza przywiozłaś do niego słońce. Jesteś młodą, ambitną dziewczyną. Dopiero startujesz, ale pokładam w Tobie wielkie nadzieje. Na wszystko. Cokolwiek to będzie. Rozmowy, rozmowy, uśmiech, te dołki w policzkach. Mógłbym mieć taką córkę :D.
Błażeju Gantz – jesteś perfekcjonistą. W tym gangu nie mogło Ciebie zabraknąć. Jesteś precyzyjny, zdystansowany. Ty nie masz poczucia humoru. Ty tworzysz humor i potrafisz nim obracać. W krótkich włosach wyglądasz o niebo lepiej. <samSex>.
Pawle Czapski – Ty urocza bestio. W gangu jesteś tym grzecznym. Tym, który wesprze to, co spada i nie pozwoli się temu rozbić. Tworzysz dobro, bo jesteś dobry. To miło poznać osobę, która pała takim samym poziomem miłości do F1, tylko kurwa… żeby było mi to ostatni raz, nie przegląda się SMSów w trakcie wyścigu.
Justyno Pater (chodzi o Ritę) – jesteś „so ritałke”, samo obserwowanie Ciebie sprawia, że ma się więcej energii. Jesteś pieprzoną elektrownią atomową na dwóch nogach, a te rozmowy przez telefon… Nawet mój ojciec chciał wyłudzić ode mnie numer do Ciebie. Dzięki za to, co mi dajesz. Że ufasz, że rozumiesz, że jesteś w tym szaleństwie razem ze mną. Na pustyni naszej wspólnej i sobie tylko znanej niesamowitości. Ja dam Ci wszystko.
Mari Labo – to była przyjemność poznać Ciebie i Twojego męża. Jesteś odjechana. Dopiero zaczęliśmy offline, kontynuujmy go. To co? Ustawiamy się ze wspólnym celem na styczeń-marzec 2015? :)
Michale Ostapowiczu, Szymonie Żurawiu – jesteście młodzi, jesteście głodni, jesteście ambitni! W was jest nadzieja na lepszy świat, lepszy „social”. Macie moc. Trochę jeszcze za dużo w Was podniecenia, ale jeszcze przyjdzie czas na racjonalność. Przypominacie mi mnie parę lat temu, a więc… musicie być odjechani. Jesteście na to skazani. Potrzebuję takich freaków w moim życiu.
Mógłbym pisać jeszcze wiele. Opisywać brodę Konrad Conrada, cudny aparat na zęby Konstancji Korytowskiej, spokój i rozwagę Marcina Karolaka czy też dywagować o ciekawej, inteligentnej relacji z moim bratem Damianem Moskalskim.
Mógłbym…, ale sami wiecie, jak bym to opisał. Te osoby tworzą mnie lepszym, dopełniają mnie. „Mam je” dzięki łączu internetowemu. Noszę je w sercu i tych paru kilobitach w moim tablecie lub Macbooku Pro 15” z wyświetlaczem Retina, który jest taki bielecki. To te osoby tworzą #hashtagmilosci, to te osoby rozświetlają łącza.
Cholernie się cieszę, że Was znam, że Internet dał mi możliwość odkryć szaleńców, którzy dopełniają każdą cząstkę tego, co bieleckie. Mój prywatny gang – pełen osób, którymi pragnę się otaczać.
Dziękuję Wam. Dziękuję Krakowowi. Do zobaczenia.
Pozdrawiam ja. Pozdrawiamy My – „Beckhamowie polskiej blogosfery”: Venila Kostis i ja :D*
* do tej pory uważam to za genialne podsumowanie naszego związku. Dziękuję za nie. :)
foto: kadr z „bardzo bieleckiego” filmu Alejandro Jodorowskyego „The Holy Mountain”