Dlaczego samotność jest dobra

Dlaczego samotność jest dobra

Istoty nieświadome są bardziej szczęśliwe 8 listopada 2015

Sobota, godzina 2:44. Muszę wstać o godzinie 7. Tak, wiem, powinienem już dawno być w łóżku. Coś jednak nie pozwala mi zasnąć. To samotność. I bynajmniej nie jestem – tą samotnością – zasmucony i załamany.

Cały dom, cała czerń nocy należy do mnie. I ten spokój! Nie słychać przejeżdżających aut, nie ma wokół rozmawiających ludzi, nad miastem nie przelatuje żaden aeroplan – CISZA. I w tej ciszy ja i myśli moje niezmącone ludzkością dnia codziennego.

Chwile, które mogę spędzić w samotności, są dla mnie najważniejszymi w ciągu doby. Mimo że jestem osobą towarzyską, lubię mieć tych kilka ważnych godzin, podczas których pozwalam sobie odpocząć od drugiego człowieka i wszystkiego, czym się zajmuję. Po co to robię?

Samotność pozwala mi się wyciszyć i uspokoić. Patrzenie w sufit, obserwowanie otoczenia, wsłuchiwanie się we wszystkie pojawiające się dźwięki – to ten wspaniały moment, w którym z bezmyślnego aktu nagle rodzi się w umyśle jakaś nowa idea, bądź rozwiązanie mniej lub bardziej istotnego problemu.

Samotność wpływa na podjęcie lepszych decyzji. Bo kiedy, jak nie w tym momencie, jesteśmy najbardziej spokojni i zrelaksowani? Relacje z ludźmi przeważnie rodzą jakieś uprzedzenia, pojawiają się niepotrzebne osądy, tezy. Posiadając „czysty umysł” jestem w stanie zdziałać o wiele więcej.

Samotność pomaga mi dbać o wyobraźnię i moją kreatywność, co z kolei przekłada się na zapał do dalszych działań. Burza mózgów? Tak, ale najpierw ta, którą wykonuję sam ze sobą – wyobrażam sobie wtedy, że prawa półkula walczy z lewą, burza neuronów, te sprawy… Nic na to nie poradzę, że najlepsze pomysły przychodzą do mnie w momencie, kiedy swoje życie społeczne ograniczam do minimum.

Samotność umożliwia w bezpieczny sposób przyjrzeć się zarówno sukcesom, jak i porażkom. Wydaje mi się – przynajmniej w moim przypadku to działa – że jedynie w samotności jesteśmy w stanie przyjrzeć się ważnym dla nas sprawom skutecznie i – co ważne – z kilku różnych perspektyw (o ile nie popadamy oczywiście w stany skrajnie emocjonalne).

Samotność wpływa na stan bycia świadomie wdzięcznym za to, co mam. Możesz w to włożyć bogów, bożków, całe ich zastępy – chodzi tu o proste „dziękuję” dla świata. Zawsze jest coś, za co można być wdzięcznym. ZAWSZE.

W samotności nie musimy być odbiciem siebie w oczach innych osób, mamy dowolność budowania siebie na nowo.

To zabrzmi banalnie, ale samotność pozwala „połączyć się ze światem” poprzez proste patrzenie na świat dookoła (wow!), drzewa, bydynki, chmury, gwiazdy, etc. Bezinteresowna obserwacja zjawisk – to jest naprawdę relaksujące!

Samotność pozwala realizować cele, hobby, pasje. Kiedy robię coś istotnego, z reguły zamykam się w pokoju i chowam przed wszystkimi innymi. I jest mi wtedy cholernie dobrze. W ten sposób samotność dodaje energii i świetnie motywuje do dalszych działań. Piszę blog teraz, w tym czasie, w którym każdy dźwięk rodzi się z ciszy.

Skupiając się wyłącznie na sobie, musimy być przygotowani na to, że świat nie zawsze działa w taki sposób, jak sobie wyobrażamy, że raz jest lepiej, raz gorzej. Samotność pomaga „organizować” myśli i plany, pozwala pogodzić się z otaczającą nas rzeczywistością. Neutralizuje otaczającą rzeczywistość, każdy problem, osobę i emocję. Wyzbywam się opinii i ocen. Mogę startować od zera z wiedzą, którą mam do wykorzystania. To bardzo odświeżające!

I jak jej nie uwielbiać? I jak się nią nie rozkoszować? To stan, w którym możemy docenić wartość wszystkich spraw i myśli; to stan, który pozwala akceptować wszystko dookoła. Samotność – przedziwna terapia, która w moim przypadku wpływa na znaczną część mojego życia.