Wspomnienia, tajemnice, hasła, ba, często „drugie życie” – wszystko najlepiej w chmurze. Dodajmy do tego „inteligentne” opaski, domy i telefony. Wszystkie urządzenia zbierają tysiące gigabajtów, monitorując nasze zachowania w sieci.
Komputery i smartfony wiedzą o nas naprawdę wiele, a my bez problemu to akceptujemy. Regulaminy? Kto to czyta… Och, marketerze, żyjesz teraz w cudownym świecie, gdzie dane o konkretnej osobie są na wyciągnięcie ręki. Pomyśl o tych kampaniach, które możesz stworzyć, będąc precyzyjnym jak pilot myśliwca Lockheed Martin F-35.
Ta ilość danych to wartość, którą można wykorzystać, z której można zrobić kolejny „biznes”, z której można „zrobić hajs”. Wyobraź sobie (a może już tak jest, więc zapomnij o wyobrażaniu), że prowadzisz bloga, jesteś aktywny na Facebooku i Twitterze oraz w innych mediach społecznościowych. Teraz wyobraź sobie (tu już musisz się wysilić), że umierasz, zostawiasz wszystkich z ostatnim wpisem, tweetem, filmikiem, itd. Szkoda tego potencjału, tej rzeszy osób, która Cię obserwowała. Nie martw się. Możesz powrócić. Jako cyber-zombie.
Cena nieśmiertelności to tylko 500$
To sugerowana przez Jamesa Norrisa kwota, jaką trzeba zapłacić za to, by nasze portale społecznościowe dalej „żyły” i były pieszczone przez „lajki” i retweety. Myślisz sobie – głupota, ale jeśli wierzyć twórcy Dead Social, dziennie taką subskrypcję wykupuje od 40 do 60 nowych użytkowników. 500 dolców i żyjesz wiecznie. Przynajmniej w internecie.
Nie przypadła Ci do gustu oferta Norrisona? Zawsze możesz skorzystać z alternatyw, których najprawdopodobniej pojawiać się będzie coraz więcej. Jedną z nich jest LivesOn. Aplikacja internetowa wyposażona w „sztuczną inteligencję”, która, analizując Twoje profile społecznościowe, na podstawie publikowanych treści, polubień, etc. będzie mogła po Twojej śmierci tworzyć wpisy „naznaczone” cząstką Ciebie. Tu popis mają również marketerzy, którzy mogą sprytnie wykorzystać cyber-zombie, które niewinnie zaproponuje jakiś produkt.
Jest tylko kwestią czasu, kiedy powstaną algorytmy umiejące stworzyć naszą wirtualną kopię, która niezależnie od nas będzie mogła „istnieć” w sieci lub wchodzić z innymi użytkownikami w interakcje.
Czy status śmierci zostanie zdewaluowany? W końcu, jeśli bliska nam osoba odejdzie na „tamten świat”, a do tej pory była aktywna w sieci, dalej będziemy mogli z nią rozmawiać, pisać do niej, utrzymywać znaną wszystkim użytkownikom social media interakcję. Być może efektem będzie to, że zapomnimy o śmierci tej osoby, a kontakt z nią będziemy sobie tłumaczyć dalekimi wakacjami.
Atak cyber-zombie, cholera, to jest możliwe, a na cierpienie wystawieni będą głównie bliscy zmarłych osób. To przykre. Mimo to nie zablokują treści, które – mimo, że tworzone przez algorytmy – będą ostatnim możliwym kontaktem z ukochaną osobą. Nikt nie chce przecież tęsknić za tym, co kochamy.