Bread and Butter

Bread and Butter

9 lipca 2013

W zeszłym tygodniu odwiedziłem miasto w którym Foodsharing nie kojarzy się źle; w którym powstały najwybitniejsze płyty Bowiego: „Low”, „Heroes” i „Lodger”; byłem w mieście, które zapraszało i zaprasza tysiące artystów z całego świata – ciekawostka: kiedyś była to forma oczyszczenia narodu ze zbrodni wojennych i chęć odbudowy artystycznego miasta. To zaprocentowało. Po upadku muru, kultura stała się czymś oczywistym, oficjalną wizytówką nowoczesnej metropolii. Już wiecie o jakim mieście piszę. Oczywiście o Berlinie. Byłem tam na targach Bread & Butter.

Miasto przywitało mnie godnie i miło, dlatego od razu postanowiłem powiadomić rodzicielów o tym, że bezpiecznie dojechałem wysyłając im cytat z Kennedy’ego „Ich bin ein Berliner”. Szybko zlokalizowałem „okienko” przeznaczone dla prasy i odebrałem piękną plakietkę z napisem „PRESS”. Po jej otrzymaniu mogłem zacząć zwiedzanie hal hangaru lotniska Tempelhof i 630 (!) stoisk wystawców.

Kawałek plastiku (Długość: 8,5 cm, szerokość: 5,3cm) dawał sporo profitów, czyt. żarcie, żarcie, żarcie i szampan/kawa/herbata/cola na prawie każdym stoisku oraz przemiłą obsługę, a także dostęp do press roomu, w którym można było odpocząć, skorzystać z komputerów albo (ponownie) zjeść.

Pierwsze wrażenia? Jeśli miałbym porównać targi Bread and Butter do podobnej imprezy organizowanej w Polsce to cóż, wszystkie wypadają one blado. No dobra, nawet nie blado, wypadają beznadziejnie – zwłaszcza te „dramaty”, w których miałem nieprzyjemność uczestniczyć w moim mieście – Wrocławiu.

Nawet ludzie uczestniczący w wydarzeniu byli inni. Czasem odnoszę wrażenie, że na imprezach związanych z modą Polacy nie potrafią się zachować, są jak w dżungli albo cyrku, przebierają się, robią z siebie klaunów etc. Na Bread&Butter czułem się dobrze – nawet jak ktoś był ubrany odjechanie/abstrakcyjnie, to nie wbijał się chamsko w Twoje źrenice, wymuszając sarkastyczny, pełen politowania uśmiech.

Pozwolę sobie nawet na porównanie:

Ludzie na targach Bread&Butter – ubrani zajebiście, nie irytujący odzieniem, nieprzestylizowani, schludni, ładni, sexowni. Kobiety piękne jak w Sztokholmie – och, jakie Sztokholm ma piękne dziewczyny #wspominamstare #rozmazylemsie

Ludzie na podobnych imprezach w Polsce – 70% to banda klaunów, robiących „och, wow” na byle tandetę, przestylizowani. Może to wina tego, że w Berlinie prawie codziennie odbywa się jakieś wydarzenie związane z modą i jest to dla Niemców normalne? Może dlatego my z wydarzeń fashion robimy cyrk?

bread&butter-2013

Pozostawiam to pytanie otwartym. Wracając do targów. Większość rzeczy, które tam widziałem, to kolekcje na 2014 rok. Poniżej lista kilku rzeczy, które najbardziej zwróciły moją uwagę:

  • Converse i Adidas cisną wyraźnie na obuwie sportowe dla pań na koturnie – pewnie się to przyjmie.
  • G-shock wypuści po prostu cudowną kolekcję zegarków
  • Gipsy/Mauritius – sprzedawać będzie, lekkie jak piórko skórzane kurtki
  • Jeśli ktoś lubi odjechane, dobrej jakości koszulki ze świetnymi nadrukami, zapraszam do Sztokholmskiego lifestylowego brandu o nazwie Dedicated.

Najbardziej jednak cieszę się z odkrycia dwóch nieznanych mi dotąd marek:

  • Focused Space, która tworzy genialne/perfekcyjne/zajebiste/odjechane plecaki, które wyglądają obłędnie, są porządnie wykonane i dostosowują się do pleców swojego właściciela. Cena też nie jest jakaś wygórowana. To na pewno akcesorium, które sobie kupie. Te plecaki po prostu mnie urzekły, zwłaszcza jakością i wygodą. Dodatkowo marka fajnie o sobie opowiada, sprawdźcie to na oficjalnej stronie.

 plecaki-Focused--Space

  • La Compagnie du Kraft – do tej pory używałem notatników Moleskine, pewnie dalej będę to robił, ale na pewno w mojej torbie znajdzie się dodatkowe miejsce na notatniki od La Compagnie du Kraft – są świetne, piękne, no aż chce się w nich pisać, pisać i pisać.

La-Compagnie-du-Kraft-notatniki