Mówią, że najważniejsze to poznać swoje granice. Więc poznaję poprzez granic sięganie raczej ułomności i niedoskonałości swojego gatunku. I jak tu istnieć, jak tu funkcjonować? Grunt, że dusza – jeśli taka w ogóle istnieje – daje odczuć, że zadyszki tak łatwo nie łapie, że młoda jest jeszcze, że młodość ma w głowie i na figle jest chętna. A ciało? Zadyszkowe takie. I to wszystko mimo „fit-lajfu”, koktajlów owocowych, zrównoważonej diety oraz codziennych ćwiczeń z rozpisanym treningiem.
Czasami przeliczam lata przez palce i zastanawiam się, czy ja krzykiem swoim pierwszym na tym świecie, krzykiem istnienia, radość swą czy smutek wyraziłem z powodu zesłania mnie na życie. A krzyk mój był stonowany, właściwie mruknąłem i gapiłem się jak cielę na rzeczywistość, w której przyszło mi żyć. Wiem to. Matka mówiła. Co prawda, piszę ten tekst siedząc w kuchni o godzinie 03:47 i czuję się już jak zdjęcie bez filtra na Instagramie, jednak pytanie o ten krzyk pozostaje. Przypomnieć sobie tego oczywiście nie jestem w stanie (bo kto jest?), jednak ten płacz absorbuje w tej chwili moje myśli. A może płaczemy ze zdziwienia i to jest pierwsza emocja, pierwsza jakaś w głowie konstrukcja, takie gromkie WTF?
Dojrzewam do trójki na przedzie. Pozwalam sobie analizować swoje i innych przemijanie pod względem seksualnym. Zastanawiam się, kiedy przychodzi moment, w którym tracimy zdolność do bycia kimś, na kim skupiać można dążenia i emocje natury erotycznej, tak przecież wszystko elektryzującej. Co się dzieje, kiedy obumiera własna atrakcyjność cielesna? Zostajemy z samą atrakcyjnością intelektu. Zaczynamy budować siebie poprzez doświadczenia życiowe? Co jest większym magnesem? Intelekt? Ciało?
A co z młodością, którą staramy się zatrzymać na zawsze (np. poprzez zakrywanie wad starości pod warstwą strojów, makijażu czy też chirurgicznej interwencji). Jest możliwe zatrzymanie młodości pod warunkiem, że zdefiniujemy ją jako tę, która nigdy nie narzuci ram, nie zaakceptuje do końca żadnej formy, nigdy nie polubi ograniczonego „stroju” – bo młodość to poszukiwanie, odkrywanie. Młodość to ciekawość. Ciekawość mnie przynajmniej – zżera od środka (jeszcze), śmiem więc twierdzić, że pożera mnie młodość we mnie pulsująca (mam nadzieję). I jest w tym coś pięknego, bo piękno polega na niedookreśleniu, na możliwości określenia się na rozmaite sposoby.