Co robią w piątki - Paweł Bielecki

Co robią w piątki

Zapiski 21 czerwca 2015

To jest polskie lato. Lato klasy A, B, C, D aż do Z. Od zwykłej grillowanej kiełbasy i taniego piwa po danie z jarmużem i zapijanie ciepłych promyków słońca bąbelkami w prosecco. Nad Solinę pewnie właśnie teraz przyjechały Golfy i panie, które będą łamać obcas w tym przedsionku do Bieszczad właściwych, a na polach namiotowych zamiast świerszczy grać będzie muzyka skupiona przede wszystkim na basie. Nienawidzę Soliny wakacyjnej.

Północ zresztą też nie jest lepsza. Najprawdopodobniej już teraz sezonowi hodowcy raka wysmażają go i dokarmiają bezpośrednio na swojej skórze. Na zdrowie! Niech rak kwitnie, podlejmy go promieniami UV. Hurra! Wrocław, żeby nie było, też już taki jakiś bardziej wakacyjny się zrobił i nie piszę tutaj tylko o tym, że łydki, że ramiona, że dekolty odsłonięte tak, że gubi się na chwilę wątek i sens, i chce się być tylko wzrokiem, a nie człowiekiem. Miasto spotkań. (Czy istnieje miasto, gdzie spotkać się nie można?).

Zdarza mi się, że przechadzam się przez wieczór letni po centrum miasta, gdzie poza nagrzanym brukiem bucha na mnie wyziew studenckich zabaw. Ogródki piwne to w piątki ogródki pornologiczne, logikę mające tylko w nazwie. Gdzieś tam czasem ktoś w natłoku myśli i szybszego bicia serca napomknie dwa zdania, które niewątpliwie są jakąś pozostałością inteligencką, ale chyba nie zdarza się to często. Zwłaszcza w piątki. W sumie to i dobrze, bo w piątek można przecież zapomnieć o całej beznadziei porażek, smutków i sukcesów, które mogły wydarzyć się od poniedziałku. W piątki zapominamy duchem i ciałem. W piątek ducha i ciało ofiarujemy magicznemu wieczorowi i tabletkom „po”.

Pełnię rolę świadka na procesie, jaki aktualnie odbywam sam ze sobą w głowie. Właściwie zawsze jestem świadkiem. Zatrzymuję się. Nie chcę tego robić, ale stolik każe mi się do siebie przysiąść. Siadam w sali najchętniej dla palących – nie dlatego, że uwielbiam palić, ale dlatego, że palenie skraca dystans i ułatwia kontakt. Nie  trzeba już mówić „cześć, co słychać”, „jak masz na imię”, itd. Papieros mówi „cześć” za nas. Znamy się „z papierosa”, jesteśmy tytoniowymi przyjaciółmi. Postawić Ci drinka?

Wyciągam więc białe Marlboro, zamawiam whiskey. Jeśli mam, rozpinam guzik od koszuli, jeśli nie, po prostu siadam szeroko, po męsku i czuję, że wystawiam się jak manekin na cuchnącej przeszłymi imprezami kanapie. Zdaję sobie sprawę, że uczestniczę w potwornej tandecie, przyczyniam się do jej powielania.

Kiedy wracam do domu, myślę o tym, że jedyną rzeczą, jaka może mnie w tej chwili urazić, to pękająca folia na parówce Berlince. W piątki jestem wyczulony. W piątki istnieję delikatnie.