Zupa informacji.

Zupa informacji

Zapiski 16 lipca 2014

Siedzę. Wertuję. Oglądam. Niepokoi mnie to, że dzielisz się ze mną informacją o tym, co jadłeś na śniadanie oraz jaką herbatę aktualnie pijesz. Mogłeś zrobić to raz lub dwa, ale kiedy robisz to codziennie niepokoi mnie, że siedzę, wertuję i oglądam.

Przelewam swój umysł słoną zupą bezwartościowych informacji. I wiedz, że nie mogę już patrzeć na Twoją twarz, miny, zmarszczki, markowane spojrzenia i uśmiechy. Gromadzę Twoje wrażenia od momentu, kiedy przestaliśmy bić się o tlen, a zaczęliśmy o internetowy zasięg.

Narzucamy się sobie nalegając na aprobatę. Czekając, aż przyjdzie do nas Internetowe szczęście. Tak ulotne, prawie, że niewyczuwalne, ale tak uspokajające. Głaszczemy się lajkiem. Przez sekundę czujemy się wyjątkowo ważni, budując swoje wątłe przekonanie o naszym szczęśliwym i bezproblemowym życiu – to tak bardzo na nas działa.

Mówię do Ciebie językiem zamkniętego kręgu. Przecież wiesz, że kmwtw, że lol, że imho to wszystko jest takie płytkie. „:)” i wiesz, że wszystko jest dobrze, „:(” i wiesz, że coś jest nie tak.

Nie przepadam za światem, który krzyczy wyłącznie o tym, jak bardzo jest „autentyczny”, jak bardzo „jest sobą”. Trudno w sieci być nieautentycznym, przecież to tutaj – na łączu – najłatwiej ukryć, jacy naprawdę jesteśmy. W jeden tydzień możemy stać się kimś nowym.

Jestem tu. Żyję w tym świecie. Korzystam z niego, płacąc swoją prywatnością. Rozdaję się na lewo i prawo, byś pożerał ze mnie moje radości i smutki. Jutro na białej kartce napiszę „niech życie przecieka Ci przez daty, jak kiedyś. Nie przez posty, tweety oraz zdjęcia na Instagramie” i czerwonym magnesem przyczepię do lodówki.