Sen

Sen

Zapiski 10 marca 2014

Mam wrażenie, że z każdym rokiem mogę pozwalać sobie na coraz rzadsze zarywanie nocy. Nie mogę już funkcjonować tak, jak jeszcze parę miesięcy temu i pracować trzy dni pod rząd do 5 rano, by o 8 już wstać, a o 10 stawić się na umówionym spotkaniu, prezentując wyśmienitą formę i rześkość.

Ostatnio bardziej zacząłem doceniać sen. Nie znaczy to, że wcześniej nie lubiłem spać – uwielbiałem! Jednak dopiero teraz wyraźnie odczuwam, jakie ma on właściwości regeneracyjne dla organizmu. Parę mniejszych i większych wpadek wystarczyło, abym odkrył na nowo, co to właściwie znaczy spać.

Ostatnie półrocze bardzo wyraźnie pokazało mi, czym grozi niedobór snu. Dochodziło nawet do tego, że w pewnym momencie mój umysł po prostu się wyłączał. Nie mogłem zrobić nic. Nie mogłem pracować. Nie mogłem wymyślać. Cholera! Nie mogłem dobrze zasnąć, bo wypita wcześniej kawa lub Red Bull dopiero zaczynały działać ofiarowując mi wyłącznie nerwowy sen. Byłem roztargniony, a poziom motywacji nieustannie spadał. Nie miałem energii.

Sen jest najbardziej niedocenionym aspektem naszego życia.

Może znasz to uczucie, kiedy jest 4 w nocy, bierzesz ostatni łyk kawy, wiesz, że musisz położyć się spać, bo za parę godzin wstajesz. Kiedy jednak już jesteś w łóżku, przykryty kołdrą i oczekujesz na Morfeusza – nic się nie dzieje. Nie możesz zasnąć. Przewalasz się z boku na bok. Czas płynie. Czas działa na Twoją niekorzyść. Na zegarku już 6. Nerwy i przerażenie. Za dwie godziny pobudka. Dramat!

Nienawidziłem takich momentów i za każdym razem przysięgałem sobie, że to już ostatni raz, kiedy robię coś takiego. Mijały dwa, trzy dni i…znów ta sama historia.

Ciągle uczę się pracować w dzień, staram się stworzyć „ciszę nocną w ciągu dnia”. Nie jest to łatwe. Noc jest okropnie kusząca i pewnie pracowałbym w nocy, gdyby nie zobowiązania związane „z normalnym dziennym trybem”.

Trzy zarwane noce pod rząd to maksimum, na jakie mogę sobie pozwolić. Dzień czwarty jest wtedy koszmarny. Zero ochoty na cokolwiek, ciało pozbawione witalności, wszechogarniająca wiotkość.

Od jakiegoś czasu staram się chodzić spać wcześniej, dalej lubię pracować w nocy – mam wtedy jakby dużo więcej energii, a cisza jeszcze bardziej mnie stymuluje. Próbuję wtedy tak zaplanować następny dzień, bym nie musiał wstawać wcześniej niż o 12 – jeśli kładę się spać o piątej rano, wstaję około południa – w pełni wypoczęty.

Co ciekawe, odkąd zacząłem zasypiać i budzić się wcześniej odkryłem magię poranków. Co prawda ten zachwyt bardzo powoli się rozwija, ale… okazuje się, że rozpoczynanie dnia bardzo wcześnie rano nie jest takie złe.

Obrazek: John Kenn Mortensen