Samczy poranek - Paweł Bielecki

Samczy poranek

Przestrzeń wydziedziczona 28 grudnia 2016

Bo Wie Pani, ja tu tenteguję do Pani, czyli, że wyrażam siebie w całej swojej rozciągłości, w każdym atomie, w każdym słowie i geście. Wszystko dla Pani. Tak. Dla Pani i ku Pani tenteguję

Dzielimy wspólnymi oddechami ten metraż o zapachu świeżo palonej. Tak samo ja – i wszystko na to wskazuje, również Pani – w obłędzie żeśmy się po kawiarni rzucali oczami. Jak muchy, które nie dają zasnąć w nocy i nie dają spać rano. Czy przyszliśmy tu z zamiarem szukania, czy z zamiarem znalezienia?

Kawa stanowi dla nas ważny element i dobrze o tym wiemy. Kawa. Element szósty, bo poza wzrokiem, słuchem, mową, dotykiem, węchem i smakiem mamy jeszcze nasz czarny punkt odniesienia, znajdujący się w niewielkiej filiżance. Dla niego tu jesteśmy, wokół niego toczą się wskazówki zegara, przez niego możemy pod- i na- patrzeć.

Od naszego ostatniego kontaktu minęły już dwa głębsze łyki. Nie spieszymy się. Nie ulegamy niepotrzebnym emocjom i gramy w grę kultury albo – jak wolą nazywać to inni – zachowujemy pozory. Może to widać (czyją byśmy byli wtedy pożywką?), że nasze oczy, są ze sobą w stosunku przerywanym. Oboje czegoś chcemy, ale nie chcemy tego ostatecznie. Przedłużamy ten akt bez końca, jakby to całe zmysłów drażnienie dawało nam najwięcej zabawy. I cholera. Daje! Dajemy sobie siebie więcej poprzez ułożenie rąk, nóg, przechylenia głowy. I tak na przykład prężysz się teraz niby od niechcenia, a ja widzę, że pręży się w Tobie wszystko i czuję – dokładnie w momencie kiedy Twoje ciało się rozluźnia – jak to całe naprężenie ląduje na mnie, we mnie. Przekażmy sobie znak erotycznego niezaspokoju.

Gdyby ktoś spytał o Ciebie, powiedziałbym, że poza kawą, łączą nas bardzo częste ziewnięcia, te same talerzyki i ostrość poranka – to wystarczy?

Szachy. Każde z nas broni swojej bazy, żadne się nie ruszy. Żadne nie chce być pierwsze. Jeszcze nie teraz. Zwinnie jak pingpongiści odbijamy na sobie kolejne wrażenia i pozwalamy na bardzo subtelne uśmiechy. Przygryzasz wargi, poprawiasz spadający na Twój policzek blond kosmyk. Nie załatwimy tego przesunięciem palca w lewą lub prawą stronę. Zrobimy to po staremu. Jak ludzie.

Samczy ten poranek. Zrobimy coś, co nie będzie godne publikacji w sieci, zaznaczmy swoją obecność poza światem, gdzie obecność swą zaznaczać trzeba ciągle. Bez łapki w górę, kolejnej emotikony i śmiesznego gifu. Nie oznaczymy tego miejsca i relacji. Za to zostawimy po sobie (w sobie?) zapach, smak, jęk, kolor, dreszcz i rozlaną na posadzce kawę. Nie będziemy musieli prosić o dopaminę innych, kiedy po kilku godzinach przypadkowo spotkamy się paląc papierosy.

  • „Ja od zawsze liczyłem na stuprocentowe poświęcenie. Wiem, że bliskość to warunek relacji, furtka, przez którą uczucia mają szansę wejść i coś wypełnić, ale chciałem, żebyś Ty najpierw przyniosła mi swoją bliskość. Ja się wtedy jej przyjrzę i kiedy już poczuję się bezpiecznie, ewentualnie podejmę decyzję, żeby też pokazać kawałek siebie. Odsłonięty policzek można pocałować albo uderzyć. Każdy pragnie bliskości, ale nikt pierwszy nie chce się odsłonić.”

  • Piękne!